Recenzja Epomaker HE108 (Creamy Jade HE)

Zawsze zaskakuje mnie, gdy w mojej skrzynce mailowej pojawia się wiadomość od znanej mi marki wraz z propozycją przetestowania jakiegoś jej produktu. Nie uważam bowiem żeby mój blog był jakkolwiek dużym przedsięwzięciem, a poza tym przyzwyczajony jestem do kontaktu w drugą stronę – to znaczy z moimi prośbami o udostępnienie sprzętu na testy. Kiedyś, kiedy pisałem artykułów nieco więcej, spotykałem się z wieloma odrzutami lub ghostowaniem takich propozycji z mojej strony do polskich lub operujących w Polsce firm i jakoś tak nigdy nie przeszło mi przez myśl żeby zaoferować napisanie recenzji Epomaker-owi, czyli chińskiej marce zajmującej się klawiaturami już od lat. Jak się natomiast okazuje, bezpodstawnie, albowiem 2 miesiące temu otrzymałem taką wiadomość, a 2 tygodnie później dwie klawiatury spod tego znanego szyldu. Miałem już wcześniej styczność z Epomaker, lecz tamtym razem testowałem przełączniki i to w dodatku zaoferowane mi przez partnera bloga, Shelter.pl. Nie oznacza to jednak, że nie wiem czym jest Epomaker i że nie znam jego produktów – doskonale zdaję sobie sprawę jak ogromny wpływ na rynek ma ta marka i jak wiele osób rozpoczynało swoją historię z tymi „lepszymi” klawiaturami właśnie od sprzętu sygnowanego ich logiem.

Wokół Epomaker-a narosło także trochę kontrowersji związanych między innymi z obsługą klientów. Jedni skarżyli się na paczki, które do nich nie dotarły, inni zwracali uwagę na agresywny marketing polegający na wysyłaniu klawiatur na testy losowym użytkownikom Reddita, którzy następnie chwalili się swoim nowym sprzętem, a jeszcze innym nie spodobało się fundowanie projektów przez Kickstarter, tylko po to żeby następnie nic z nich nie było. Na koniec dnia ważne jest jednak to czy same produkty marki zdają egzamin, bo realnie jedyne w czym przeszkodzi nam złe podejście producenta do klienta, to ewentualnie wsparcie softem – o ile rzecz jasna zamawiamy klawiatury przez pośredników, takich jak Shelter.pl w Polsce czy AliExpress globalnie. Ewentualnym problemem może być też strona moralna kupowania produktów od kogoś, kto nie dba o PR, ale z drugiej strony to tylko peryferia komputerowe i nie przeżywajmy tego aż tak bardzo. Dlatego więc wszelkie afery wokół Epomaker nie wpływają na moją dzisiejszą opinię o testowanym sprzęcie – miejcie to na uwadze w trakcie czytania.

No dobrze, a czym tak właściwie będziemy się dzisiaj zajmować? Otóż na pierwszy ogień wybrałem pełnowymiarówkę z magnetycznymi przełącznikami, albowiem wciąż na rynku niewiele klawiatur HE w takim formacie, więc każda nowa opcja jest warta sprawdzenia. Epomaker HE108 trafiła do mnie na biurko już jakiś czas temu, także mogę wypowiedzieć się na jej temat naprawdę szeroko, a dzisiejszy tekst jest tego zwieńczeniem. Zapraszam Was zatem do lektury, bo może być to jedna z ostatnich w tym kwartale, mimo że ten dopiero się zaczął. Mam problemy w ostatnich miesiącach z prowadzeniem bloga, realnie nie czuję już takiego pociągu do testowania klawiaturek marketowych i będąc zupełnie szczerym trochę żałuję, że zgodziłem się na wzięcie czegoś od Epomaker-a, bowiem czuję się trochę przymuszony (przez samego siebie) do pisania tych recenzji, na które się zobligowałem. Nie przedłużając już bezsensownie tego wstępu, przejdźmy to faktycznej części testu. A, no i dajcie znać jak podobają Wam się nowe fotki, bo kupiłem niedawno aparat fotograficzny i to mój pierwszy kontakt z tego typu urządzeniem 😉

Epomaker HE108

Opakowanie

Im bardziej stonowany karton, tym lepszego produktu spodziewam się po wnętrzu. Nie wiem dlaczego, ale jakoś tak mam, że surowość opakowania przemawia do mnie w prosty sposób – producent przyłożył się bardziej do samego urządzenia, a nie do jego prezencji na półce sklepowej. Nie mam przy tym na myśli, że Epomaker HE108 jest zapakowana brzydko, bowiem połączenie bieli, czerni i niebieskiego paradoksalnie przykuwa wzrok swoją nudą. Na froncie znajdziemy logo producenta, nazwę modelu w akompaniamencie hasełek marketingowych o odświeżaniu 8000 Hz i magnetycznych przełącznikach, a także rycinę prezentującą samo urządzenie – choć tutaj bardziej skłaniałbym się ku stwierdzeniu, że prędzej jej układ, bo w zasadzie niewiele o jej wyglądzie wyciągniemy z tego obrazka. Widnieją tu także swego rodzaju emblematy, najważniejsze cechy, którymi producent chciałby nam się pochwalić: ultraresponsywne switche HE, format Full-size, polling rate na poziomie 8kHz, dokładność do 0,005 mm i keycapy z PBT i prześwitującymi legendami.

Rewers nie kryje nic ciekawego poza przeklejonym obrazkiem i jakimiś certyfikatami dopuszczającymi HE108 do sprzedaży. Brakuje mi tu jakiejkolwiek formy specyfikacji, bo to upraszcza ludziom podejmowanie decyzji przy zakupach w sklepach stacjonarnych. Na szczęście Epomaker zadbał o to na swojej stronie i znajdziemy tam niezwykle bogatą w informacje listę cech. Szczerze powiedziawszy dawno nie widziałem takiej transparentności, bo marka przekazuje nam nawet takie kwestie jak materiał obudowy. Doceniam, choć tak jak mówię, zabrakło czegoś w podobie na samym opakowaniu.

Akcesoria

Epomaker nie zaskakuje nas szczególnie w kwestii zestawu, który otrzymujemy w pakiecie z klawiaturą. Jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia było dostać coś więcej niż kabel (o ile ten nie był na stałe przytwierdzony do urządzenia), a aktualnie konsumenci wręcz wymagają od producentów dorzucania takich akcesoriów jak narzędzia do ściągania nakładek czy wyjmowania przełączników. Cóż, w przypadku HE108 otrzymujemy:

  • keycap i switch puller w jednym,
  • przewód USB-C do USB-A,
  • dwa gratisowe switche,
  • plastikową pokrywę antykurzową,
  • papierologię.

Miło, że keycap puller jest druciany, a switch puller metalowy, lecz osobiście nie czułem szczególnego komfortu przy okazji korzystania z tego drugiego, zapewne przez grubość i wyprofilowanie blaszek. Ponadto nie jestem szczególnym fanem tych 2w1, bo jakoś tak mniej wygodnie trzyma mi się je w dłoni, natomiast klasycznemu użytkownikowi w ogóle nie powinno sprawić to problemów. Kabel ma biały oplot i świeci się przez to jak psu wiadomo co, a w dodatku jest niezwykle sztywny, ale przynajmniej nie zżółknie jak guma. Dwie sztuki zapasowych przełączników to zawsze lubiany przeze mnie dodatek, bowiem dzięki niemu nie musimy martwić się o zepsucie któregokolwiek z tych zamontowanych w klawiaturze – w razie czego zawsze jesteśmy zabiezpieczeni i nie będziemy zmuszeni do szukania jakichś zastępstw na AliExpressach, czy Bóg wie gdzie, w razie awarii.

Wygląd

Elegancja, prostota i przyziemność. Tak można krótko opisać prezencję Epomaker HE108. Nie jest to natomiast nic niespotykanego, albowiem na rynku klawiatur od dawna obserwujemy trend ugrzeczniania wyglądu, w wyniku czego co drugi produkt wygląda w zasadzie bliźniaczo. Nie jest to w mojej opinii nic złego, bo w końcu taki właśnie styl trafia do mnie najbardziej w pre-built’ach, niemniej jednak niektórzy mogą czuć zawód widząc kolejny raz coś tak nudnego. Dostajemy tutaj bowiem proste ramki wokół klawiszy, przy czym te boczne są ciutkę węższe od dolnej i górnej (kolejno 5,4 mm, 7,7 mm i 8,4 mm), kompletnie płaski front i boki, zerowe zagospodarowanie przerw między sekcjami za wyjątkiem tej pomiędzy Esc i F1, a także minimalny branding w postaci szarego logo przy prawej krawędzi przodu (chociaż i tego wolałbym gdyby tutaj nie było). Rogi są zaś wyraźnie zaokrąglone, a krawędzie ładnie sfrezowane, co nadaje całości prawdziwej elegancji kojarzonej raczej z produktami premium.

Z tyłu rzeczywiście dzieje się nieco więcej, bo tam znajdziemy taki jakby grill z niebieskiego plastiku, przykręcony na cztery śruby i przypominający trochę styl industrialny, a także wyśrodkowane złącze USB-C i sąsiadujące z nim dwa przełączniki trybu i układu. Spód jest zaś o tyle ciekawy, że poza dominującą płaskością widoczne są tam jakieś wygrawerowane wzorki, ale nic poza tym: standardowe nóżki, standardowe gumki antypoślizgowe (w kolorze obudowy) i standardowy emblemat z nazwą modelu, wykończony na lustro. Co najciekawsze, producentowi widocznie nie zmieścił się tam numer seryjny i musiał rozwiązać ten problem w postaci brzydkiej naklejki.

Dwa dostępne warianty kolorystyczne HE108 to czerń i biel, natomiast różnią się one trochę bardziej niż tylko barwą obudowy. Inne są w nich bowiem także te wstawki z tyłu, to znaczy w białym jest to jasnoniebieski, a w tym drugim szary, ale do tego różnica widoczna jest również w nakładkach, gdyż w posiadanej przeze mnie na testach wersji są one nieprześwitujące i zaledwie dwa akcenty są z przezroczystoniebieskiego tworzywa, natomiast w czarnym wariancie wszystkie keycapy korzystają z takiego typu plastiku i oferują przydymioną przezroczystość, ale za to bez akcentów. Ciekawe rozwiązanie i na pewno znajdzie ono swoich zwolenników, chociaż nie wiem czy ten trend na gładziutkie i przepuszczające wszelkie światło nakładki już się nie skończył.

Szczerze podoba mi się osadzenie suwaków z tyłu obudowy, gdyż takie rozwiązanie jest po prostu bardziej ergonomiczne i mogę w trakcie użytkowania przełączać się między trybami bez nachylania się nad klawiaturą i szukania gdzie co jest. Poziomy przeskakują nieco za bardzo i przez to często nie mogłem przycelować w ten środkowy, czyli przewodowy, natomiast ich kształt został zaprojektowany na tyle dobrze, że banalnie było mi to skorygować. Nie trafia do mnie jednak to, że tak elegancka i prosta w wyglądzie klawiatura ma na swoim tyle jakieś dziwaczne kształty z grawerami – takie przełączniki bardziej pasowałyby wizualnie do GravaStar Mercury K1, a nie tutaj. Niemniej jednak fajnie, że chociaż ich kolor pasuje do obudowy i daje swego rodzaju kontrast na tle jasnoniebieskiego grillu czy jak wolicie to nazywać. Warto też zwrócić uwagę, że na obu bokach korpusu, a w zasadzie przy samej spodniej krawędzi, znajdują się dwa mleczne paski. Mają one za zadanie przepuszczać światło ze środka obudowy, tworząc tak zwany efekt underglow (albo nawet sideglow). Do jednych to trafia, do drugich nie – mi osobiście nie przeszkadza.

Wykonanie i wnętrze

Standardowo w tym segmencie cenowym nie mamy co spodziewać się wykonania korpusu z metali takich jak aluminium, więc żadnym zdziwieniem nie powinno być, że w Epomaker HE108 dominuje tworzywo sztuczne. Nawet jak tak teraz myślę, to chyba nie spotkałem się jeszcze z pełnowymiarową klawiaturą kierowaną do mas, która miałaby obudowę w całości z metalu. Był kiedyś taki twór jak HyperX Alloy Origins, ale tam tylko zewnętrzna, cieniutka warstwa była aluminiowa, zaś wnętrze plastikowe. Wracając natomiast do HE108, pomimo zastosowania ABS-u producent postawił tutaj na masę wypełnień środka, w wyniku czego całość waży 1285 gramów. Nie jest to jakoś skrajnie dużo, bo dla porównania mój prywatny full-size waży około 4 kg, ale to dwie nieporównywalne do siebie budżetowo ligi. W każdym razie, gdyby nie te silikony i pianki to musiałbym wyśmiać Epomaker za zrobienie takiego badziewia, a tak to chociaż czuć jakąś masę na biurku i fale dźwiękowe niosą się po gęstszej konstrukcji. Bardzo ciekawym zabiegiem jest za to wykonanie płytki montażowej z tworzywa jakim jest poliwęglan. To zabieg czysto stawiający na giętkość i lekką zmianę brzmienia, ale zauważyłem, że coraz więcej marek się na takowy decyduje – zapewne z powodu popularności takich rozwiązań wśród entuzjastów klawiaturowych i chęć spróbowania ich także przez zwyczajnych klientów.

Żeby zajrzeć do środka i dowiedzieć się nieco więcej o budowie Epomaker HE108, należy w pierwszej kolejności zdjąć górną część korpusu z tej dolnej. Problem zaczyna się, gdy zauważymy kompletny brak śrub – zarówno na spodzie jak i pod keycapami. Oznacza to tyle, że jedynym rozwiązaniem jest podważenie zatrzasków. To samo w sobie nie byłoby jeszcze tak wielkim problemem, bo co prawda jest to beznadziejne rozwiązanie, ale jednak da się wciąż jako tako je obejść i za pomocą karty płatniczej lub innego płaskiego narzędzia oddzielić od siebie obie części. Niestety, Epomaker zamknął HE108 tak mocno, że jeżeli rzeczywiście chcemy otworzyć tę klawiaturę, to musimy nieźle się nasiłować, a przy okazji pomodlić żeby nic nie złamać. Mi się to udało i chętnie podzielę się z Wami co tam znalazłem, ale raczej nie radzę Wam zabierać się za to we własnym zakresie, no chyba, że musicie otworzyć swój egzemplarz, bo na przykład coś się w nim zepsuło. A więc tak, niebieski akcent na tyle obudowy możemy zdjąć odkręcając cztery śrubki i również walcząc z kilkoma zatrzaskami, ale jest on jedynie ozdobny, więc nie ma to większego sensu. Od razu po zdjęciu góry zauważymy natomiast, że klawiatura ta faktycznie korzysta z pewnej iteracji gasket mount’u. PCB+plate assembly spoczywa zatem swobodnie na wyznaczonych miejscach, a zatem żeby je usunąć wystarczy je podnieść i odpiąć taśmę łączącą płytkę drukowaną z płytką-córką (ang. daughterboard).

Niżej dostrzeżemy ogromny kawał silikonu, który osłania dwa akumulatory po 5000 mAh każdy. Na spodzie nie dzieje się w zasadzie nic więcej ciekawego, więc jak już zacząłem o wypełniaczach, to kontynuuję tą ścieżką. PCB jest oklejone białą, gęstą pianką poron od spodu i strasznie ciężko ją zdjąć, bowiem klej jest naprawdę mocny – a szkoda, bo potencjalne jej zdjęcie nie jest podyktowane wyłącznie chęcią usunięcia wygłuszającego śmietnika z wnętrza obudowy, ale także prostą chęcią oddzielenia od siebie płyty montażowej i PCB, które złączone są ze sobą śrubkami. Pomiędzy nimi producent także umieścił warstwę pianki IXPE, równie gęstej, która kompletnie wypełnia pustą przestrzeń niwelując jakiekolwiek mogące pojawić się tam rezonowanie. Co ciekawe, wycięta została ona tak, aby tuż pod przełącznikami znalazła się jej cieniutka warstwa, której rolą jest odbijać fale dźwiękowe z przełączników w bardzo specyficzny sposób, uwydatniając ich brzmienie równie nudno co w każdej konkurencyjnej konstrukcji produkowanej po 2024 roku. Mamy więc tutaj kolejny przykład klawiatury cierpiącej na piankozę, ale osobiście już się do tego przyzwyczaiłem i nawet nie jestem szczególnie zły. Klienci wybierający takie urządzenia i tak lubią wygłuszone do granic możliwości, nudne jak flaki z olejem brzmienie, więc nie ma większego sensu ganić producentów za to, że robią to, czego oczekuje rynek.

Ergonomia

Wysokość frontowa 21,4 mm zapewnia komfort użytkowania bez konieczności używana podpórki pod nadgarstki, zaś zamontowane na spodzie gumki antypoślizgowe utrzymują klawiaturę w miejscu bez względu na intensywność rozgrywki. Rozkładane nóżki są z kolei podwójne, a zatem mamy możliwość trzystopniowej regulacji – na płasko 6°, na mniejszych 8,5°, a na największych 10,5°. Można zatem rzec, że Epomaker HE108 jest maksymalnie standardową klawiaturą, w której nic nie wykracza poza normy znane nam już z konkurencyjnych produktów. Do bólu normalny jest także jej format, albowiem jest to najzwyklejsze na ziemi 100%, czyli znany i lubiany Full-size. Ostatnie lata przyniosły nam sporo sceptyków tego rozmiaru, lecz nadal zdecydowaną dominacją na rynku klawiatur cieszy się pełnowymiarówka. Nie tracimy tu bowiem żadnych klawiszy, a każda sekcja jest na swoim miejscu, tak jak być powinno. Ponadto Epomaker zadbał o umieszczenie czterech klawiszy tuż nad NumPadem, które wbrew pozorom nie są dodatkiem, a standardem – przeświadczenie o ich domyślnym braku zapewnili nam niestety producenci pokroju Razer czy Corsair, którzy przestrzeń tę wykorzystywali na jakieś bzdury, zamiast dać to co najpotrzebniejsze w klawiaturze – klawisze.

Format formatem, ale nie zaskoczę Was chyba jeśli powiem, że równie nudno jest w przypadku układu. Producent zaserwował nam tutaj klasyczne ANSI, a więc lewy Shift jest pełny, a Enter niski. Dolny rząd zawiera z kolei spację o długości 6.25u i wszystkie pozostałe klawisze po 1.25u każdy. Taki poziom nudy nie jest jednak niczym złym – wręcz przeciwnie, jestem ogromnym zwolennikiem takich rozwiązań. Obecnie rynek dominują wszelkiego rodzaju konstrukcje ograniczające nas do 65% czy 75% klawiszy, a tutaj w przeciwieństwie do trendów otrzymujemy faktycznie kompletny funkcjonalnie produkt, któremu nie brakuje żadnego klawisza, który nie wystawia nas na jakieś absurdalne 1u Alty i który wygląda po prostu dobrze. To doceniam i za sam ten fakt uważam HE108 za produkt godny uwagi.

Nie ma jednak co zostawać przy kwestiach oczywistych, bo równie ważne jest to co w trawie (albo raczej pod przyciskami) piszczy. Epomaker podążając za trendami postanowił zaimplementować w HE108 montaż oparty o uszczelki, który w nomenklaturze klawiaturowych świrów nazywa się po prostu gasket mount. Polega on na oddzieleniu PCB+plate assembly od reszty obudowy, w tym przypadku za pomocą gumek, celem poprawy strony akustycznej oraz feelingu klawiatury. Forma w jakiej wykonał to Epomaker przypomina konkurencyjne rozwiązania – na skrajach płytki montażowej odstają „skrzydła”, po cztery na przedni i tylny bok. Na nie nałożone są gumki, prawdopodobnie silikonowe, które swobodnie można ściągnąć gdyby zaszła taka potrzeba. Po osadzeniu całości w obudowie gumki spoczywają na wyznaczonych punktach spodu obudowy, a po zamknięciu korpusu całość jest obustronnie zgnieciona i w efekcie usztywniona. Wbrew pozorom nie skutkuje to jednak sztywną pracą, a wręcz przeciwnie – sam w sobie gasket mount zapewnia giętką pracę, co w połączeniu z plastikową płytką montażową z poliwęglanu zapewnia nam doskonałe wrażenia z użytkowania, gdzie każde wciśnięcie jest przyjemnie mięciutkie, a całość ugina się pod palcami jak piankowe żelki.

No właśnie, ale niestety na przeszkodzie staje pianka i silikon. Ich obecność we wnętrzu skutecznie blokuje ruch płytki montażowej i tej drukowanej na osi Y. To powszechna choroba wśród klawiatur marketowych z gasketem, bo nie da się pogodzić wygłuszeń z tym montażem, a klienci chcieliby obu. Co więc pozostaje producentowi? Faktycznie dać oba, z tym że montaż nie przyniesie praktycznie żadnych korzyści. I to też jest okej, szkoda jedynie, że Epomaker tak obnosi się z gasket mount’em w materiałach marketingowych i opisach klawiatury HE108, gdzie w rzeczywistości uginania jest tutaj tyle co kot napłakał. Można to natomiast naprawić w bardzo prosty sposób – usuwając wszystkie pianki i ten wielki kawał silikonu ze środka, tracąc przy okazji trochę nerwów na otworzenie obudowy. Otrzymamy naprawdę przyjemnie pracujący sprzęt, lecz z brzmieniem raczej niezbyt nastawionym na sukces w obecnie panujących na rynku realiach. Nie podoba mi się też, że o ile w urządzeniach takich jak Keychron K2 HE czy Dark Project Gamma możemy bez problemu otworzyć klawiaturę i usunąć wypełniacze, tak tutaj jesteśmy skazani na walkę z ciasnymi zatrzaskami. Osobiście wolałbym mieć jako konsument większe pole do popisu i jakieś komfortowe opcje wyboru.

Keycapy

Double-shot i PBT – to połączenie jest aktualnie najpopularniejsze wśród nakładek stosowanych w klawiaturach pre-built, bez względu na przedział cenowy. Nic zatem dziwnego, że korzysta z niego także Epomaker HE108. Zyskujemy dzięki takiej kombinacji naprawdę dobrą żywotność, a także czytelne, ostre legendy. Ważna w ogólnym rozrachunku jest jednak również grubość ścianek bocznych i ta na szczęście w tym przypadku wypada nieźle, albowiem wynosi 1,4 mm – praktycznie tyle samo co w droższych od całej tej klawiatury GMK, uwielbianych przez entuzjastów. Dzięki temu keycapy tutaj zamontowane nie tylko nie pękną przy codziennym użytkowaniu, ale także zapewnią nam czystsze, przyjemniejsze dla uszu brzmienie. Ostatnim ważnym aspektem nakładek jest ich profil i w tym przypadku producent postawił na niezwykle popularne Cherry, co też zdaje się powoli stawać normą. Osobiście uwielbiam ten profil, gdyż zawiera on cylindryczne ukształtowanie powierzchni, relatywnie niski wzrost i ergonomiczne wyprofilowanie każdego rzędu. Gdybym był zmuszony zabrać ze sobą jedną klawiaturę na bezludną wyspę i korzystać z niej do końca swojego życia, to byłby to niewątpliwie produkt z takim właśnie profilem nakładek – tak bardzo go wielbię i tak komfortowo mi się z niego korzysta.

Czcionka to zawsze była taka cecha keycapów, na którą spora rzesza użytkowników kompletnie nie zwraca uwagi. Dla mnie jest ona jednak na tyle ważna, że cała wizja konkretnej klawiatury może w moich oczach legnąć w gruzach jeśli krój pisma wybrany przez producenta nie będzie pasował do reszty estetyki. Tutaj, w HE108, na szczęście Epomaker nie kombinował i postawił na to, co aktualnie najczęściej spotykane w urządzeniach w podobnym budżecie – czysta, czytelna i prosta czcionka. Rogi są pozaokrąglane, brzuszki domknięte, a nierówności znikome. Jedyne do czego realnie mógłbym się przyczepić, to modyfikatory. Te nie dość, że nie trzymają się żadnej zasady, to znaczy jedne reprezentuje ikona w towarzystwie tekstu, inne sam tekst, a jeszcze inne sama ikona (tak, na Ciebie patrzę Panie odmienny Backspace), to jeszcze na nich znajdziemy najwięcej wpadek w kontekście krzywości. Spójrzcie chociażby na PrintScreen i ScrollLock, gdzie przerwy między literami są w zasadzie losowe, albo na CapsLock i Alt, gdzie grubości poszczególnych liter się wyraźnie rozjechały. Nie jest to rzecz jasna nic karygodnego, szczególnie w tym budżecie, lecz trzeba mieć na uwadze, że płacąc tyle za klawiaturę nie dostaniemy perfekcji.

Jak wspominałem już wcześniej, nakładki tu zastosowane są w kolorze białym, żeby pasować do reszty klawiatury. Mają one jednak prześwitujące literki, tak aby wykorzystać tutaj jak najwięcej potencjału podświetlenia. Osobiście wolałbym gdyby literki były po prostu czarnym plastikiem, ale jednak główny target HE108 preferuje świecidełka i nie przeżyłby takiego zabiegu. Fajnie natomiast, że w miejscu Esc i Enter dostaliśmy po akcencie w formie niebieskich, kompletnie przepuszczających światło nakładek. Nadruk naniesiono na nie metodą pad-print i choć ta nie jest zbytnio wytrzymała, to prezentuje się w takich przypadkach idealnie. Jest coś takiego w przezroczystych keycapach, w ich stylistyce, co naprawdę do mnie trafia. Miałem podobnie przy okazji testów NuPhy Air60HE, gdzie pół klawiatury było wyposażone w takie właśnie keycapy i już wtedy bardzo mi się to podobało. Nie umieściłbym czegoś takiego na swojej prywatnej klawiaturze, bo nie są one budowane pod taką estetykę, lecz w klawiaturze pokroju testowanej dzisiaj Epomaker HE108 uzupełnia to wybitnie dobrze całokształt, dodając odrobinę życia – w końcu jak chcesz coś maksymalnie eleganckiego, to i tak wybierasz Leopolda. Szkoda natomiast, że akcenty są zaledwie dwa i w dodatku nie podmienimy ich na normalne keycapy, bowiem producent nie dorzucił nam takowych w zestawie.

Stabilizatory

Bez zaskoczeń w kwestii stabów – Epomaker postarał się i przesmarował zamontowane na klipsy do płyty montażowej stabilizatory. Grubego smarowidła jest sporo i to dobrze rozprowadzonego, dzięki czemu druciki nie wydają żadnych klekoczących odgłosów. Robótka wygląda w dodatku na tyle dobrze, że nie spodziewałbym się konieczności poprawiania smarowania we własnym zakresie przez długi okres od zakupu, tym bardziej że po dwóch miesiącach moich testów klawisze stabilizowane nadal brzmią dokładnie tak samo, jak na samym początku. Cieszy mnie niezmiernie, że tak dopracowane stabilizatory są obecnie standardem i kupując dowolną klawiaturę prawie w ogóle nie musimy martwić się, że dostaniemy suche lub źle przesmarowane staby. I tak, przekopiowałem tę sekcję z innej recenzji, bo do szału doprowadza mnie już parafrazowanie tego samego w praktycznie każdej recenzji klawiatury. Staby stały się po prostu tak dobre w pre-builtach bez względu na budżet, że dopóki coś nie poszło nie tak (jak w Keychronach czy Dark Project Gamma), to w zasadzie nie ma sensu pisać tej sekcji od nowa.

Przełączniki

Pod nakładkami kryje się najważniejszy element każdej klawiatury magnetycznej – przełączniki wykorzystujące Efekt Halla do aktywacji. Rozwodziłem się na temat tej doskonałej technologii już wielokrotnie, więc dzisiaj skupię się bardziej na samej funkcjonalności Epomaker HE108 i ocenie jak dobrze to robi w porównaniu do konkurencji, natomiast jeżeli chcielibyście dowiedzieć się więcej w temacie magnetyzmu, to dosyć dobrze wyczerpuję go w sekcji Przełączniki recenzji Dark Project Gamma. A więc tak, producent testowanego dzisiaj modelu postawił na Creamy Jade HE obrandowane jego logiem, które jednak w rzeczywistości wychodzą z kompletnie innej fabryki – co raczej nie powinno już w tych czasach dziwić. Z mojego researchu wynika, że jest to najprawdopodobniej Outemu albo BSUN, dwie bardzo znane manufaktury na rynku przełączników, natomiast nie byłem w stanie stwierdzić jednoznacznie który z nich. Nie jest to też dla mnie tak ważne jak jeszcze kilka lat temu, bo bardziej traktuję to jako ciekawostkę do zawarcia w recenzji, niż jakąkolwiek przydatną normalnemu konsumentowi informację. Warto jednak pamiętać przy tej okazji, że jeżeli marka zajmująca się głównie klawiaturami pre-built wmawia Wam, że samodzielnie produkuje części takie jak mikroprzełączniki do swoich produktów, to zazwyczaj robi Was w balona.

Epomaker naprawdę się postarał jak chodzi o przekazanie potencjalnemu klientowi najważniejszych danych o Creamy Jade HE. Na stronie znajdziemy bowiem bogatą specyfikację, z której dowiadujemy się nie tylko takich podstaw jak wyważenie sprężyny czy długość skoku, ale także materiałów użytych do poszczególnych części. Są to poliwęglan do górnej części obudowy, nylon PA66 do ich spodu, a także polioksymetylen (POM) w przypadku trzpienia. Dostajemy zatem najbardziej standardową mieszankę jaka jest tylko możliwa, z której korzysta znaczna większość modeli dostępnych na rynku. Wartym nadmienienia jest jednak, że długość skoku wynosi tutaj zaledwie 3,3 mm, czyli zdecydowanie mniej niż w konwencjonalnych switchach niemagnetycznych MX style – tam jest to 4 mm. Jest to jednak w mojej opinii dobre rozwiązanie, bo osobiście preferuję krótszy skok przy przełącznikach nastawionych przede wszystkim na granie w gry wymagające szybkości. Poziom aktywacji nie jest z kolei wyróżniony w specyfikacji, co jest oczywiste – Efekt Halla i jego wykorzystanie w HE108 czyni taką informację bezsensowną, gdyż ów poziom możemy sobie dowolnie konfigurować z poziomu oprogramowania. Producent pozwala w tym przypadku na ustawienie punktu aktywacji od 0,1 mm do samego końca, co 0,005 mm. O ile sam przedział uważam za przystosowany do obecnych realiów rynku (praktycznie każdy już na to pozwala), to już stopniowanie jest zaskakująco dokładne i wręcz na wyrost przekombinowane. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić człowieka, który poczuje różnicę między poziomem aktywacji wynoszącym 1,1 mm, a 1,105 mm. Można więc założyć, że to tylko marketingowa gadka i kolejna statystyka, którą można przekonać klienta do siebie, albo też zwykła deklaracja precyzji sensorów.

Budowa Creamy Jade HE jest niezwykle prosta – zwyczajny krzyżakowy montaż do keycapów bez żadnych ścianek bocznych typu dust-proof, obudowa zamykana na dwa duże zatrzaski w stylu Kailh (tak zwany wing-latch) oraz dwie nóżki wspierające na jej spodzie. Ponadto producent zadbał, żeby spód nie zawierał otworu na środku, dzięki czemu dźwięk jest nieco pełniejszy – w przeciwieństwie do wielu konkurencyjnych przełączników, które wciąż cierpią na ten problem (choć i tak na szczęście coraz więcej z nich się nawraca i nie stosuje tych bezsensownych dziur). Górna część korpusu wyposażona została z kolei w delikatnie mleczny dyfuzor światła, które generowane jest przez LED-y osadzone bezpośrednio na PCB. To dobre rozwiązanie, które „wyciąga” podświetlenie wyżej i wyraźnie je uwydatnia. Choć sam nie jestem wielkim fanem świecidełek, tak uważam takie zabiegi za potrzebne w klawiaturach, które już i tak cierpią na podświetleniozę. Wewnątrz znajdziemy zaś sprężynkę o znacznie szerszej średnicy niż w klasycznych przełącznikach, a także długości wynoszącej kilka milimetrów powyżej standardu – 19,5 mm. Takie rozwiązanie wywołuje w Creamy Jade HE tak zwany pre-load, którego efektem jest slow-curve. Nie jest on natomiast tak bardzo wyczuwalny jak przy sprężynach mających po 22 milimetry. Wyczuwalne jest natomiast ich wyważenie, które w tym przypadku wynosi 30 gramów siły na samym początku skoku oraz 55 gf na samym jego końcu. Można zatem bez zawahania zakwalifikować Creamy Jade HE do kategorii switchy lekkich, które wciska się niewątpliwie łatwo i w efekcie zdarza się (przynajmniej mi) nacisnąć klawisz przypadkiem, zanim jeszcze się chce wprowadzić sygnał. Po paru dniach przyzwyczajania byłem jednak w stanie zredukować częstotliwość literówek i miss-clicków do minimum, więc nie jest to dla mnie aż taki problem, chociaż tak czy inaczej wolałbym coś wyraźnie cięższego.

Wielokrotnie w swojej karierze rozpisywałem się już na temat ogromnej przewagi klawiatur magnetycznych nad kontaktowymi. Dzisiaj także chciałbym zaznaczyć, że testowana przeze mnie Epomaker HE108 ma już na starcie prościej skraść moje serce, albowiem korzysta z technologii w moich oczach po prostu lepszej. Nie chodzi mi tu nawet o gry, bo to niespecjalnie obchodząca mnie kategoria korzystania z klawiatury – gram okazyjnie, zazwyczaj w osu! i CS2 i rzeczywiście uwielbiam robić to na magnetykach, ale korzystanie z takiego sprzętu na co dzień podczas prostych zadań jak pisanie tekstu również jest dla mnie zwyczajnie przyjemniejsze, gdy pod palcami znajdują się bezkontaktowe przełączniki. Wynika to głównie z ich niepojętego poziomu płynności – brak metalowych styków wewnątrz to mniejsze tarcie, a w akompaniamencie odrobiny smaru naniesionego już na etapie produkcyjnym Creamy Jade HE stają się switchem zaskakująco satysfakcjonującym do użytkowania przy codziennych zadaniach. Ponadto świadomość, że klawiatura ta przeżyje mnie, moje dzieci i moje wnuki też jest dla mnie kluczowym aspektem. Absolutnie nie dlatego, że planuję korzystać z HE108 w wieku 90 lat i podarować ją następnym pokoleniom, a dlatego, że bezawaryjność cenię sobie najbardziej w każdym sprzęcie – jeśli mam z czegoś korzystać, to chciałbym mieć pewność co do żywotności i że nie będę zmuszony za dwa lata zmieniać klawiatury na jakąś inną, bo ta poprzednia sobie umarła w niewyjaśnionych okolicznościach.

Sama w sobie technologia magnetyczna i jej przewaga nie opiera się jednak tylko na tych dwóch kwestiach. Dzięki zastosowaniu magnesów i sensorów mierzących poziom pola magnetycznego w czasie rzeczywistym producenci mogą dowolnie bawić się poziomem aktywacji, a także wprowadzać takie funkcje jak Rapid Trigger czy Snap Tap. Osobiście najbardziej lubię jednak konfigurowalny punkt, w którym komputer dostaje informację o aktywacji przełącznika. Dzięki temu mogę bowiem na całej długości 3,3 milimetrowego skoku ustawiać sobie próg, po którego przekroczeniu de facto wcisnę klawisz. Powoduje to, że na czas pisania mogę mieć ustawionego go standardowo na poziomie 2 milimetrów (albo nawet trochę zaszaleć i dać go niżej, na 2,5 mm – bo to w końcu lekkie przełączniki, zatem łatwo je wcisnąć), a przy uruchamianiu gierki przestawić się na 0,3 mm, co poprawi mój czas reakcji o milisekundy, które w grach kompetytywnych mogą być decydujące. Dobrym dopełnieniem jest tutaj faktycznie Rapid Trigger i broń Boże nie zamierzam go dyskredytować jako głupotkę dla pseudo-grajków. Naprawdę uważam funkcję tę za najlepsze co spotkało graczy w tej dekadzie i sam korzystam z niej nałogowo od kiedy tylko o niej usłyszałem – ba, nie potrafię aktualnie zagrać w CS-a ani osu! bez klawiatury magnetycznej z dobrze działającym RT! W przypadku HE108 ustawiłem go standardowo dla siebie, czyli „continuous” (Rapid Trigger działa cały czas, nie muszę wracać klawiszem do ustawionego przeze mnie punktu aktywacji – chociaż akurat tutaj nie da się tego nawet wyłączyć), działanie na calutkiej długości skoku oraz 0,2 mm stopniowania (czyli tyle musi przebyć klawisz żeby zarejestrowany został sygnał i o tyle samo musi wrócić żeby się dezaktywować). Nie są to co prawda identyczne ustawienia jak w każdej innej testowanej przeze mnie dotychczas klawiaturze magnetycznej, natomiast są one zbliżone do standardu przeze mnie stosowanego – i na nim przez cały okres testów Epomaker HE108 grałem, osiągając satysfakcjonujące mnie wyniki.

Połączenie takiej konfiguracji Rapid Trigger z aktywacją na poziomie 0,35 mm przyniosło mi wiele przyjemności z grania. Jestem co prawda trochę „washed up”, jak to mawia się w społecznościach growych, ale mimo wszystko czułem, że sprzęt nie ciągnie mnie w dół, a wszystkie moje niepowodzenia zależą tylko i wyłącznie od moich błędów, a nie problemów z niepoprawnie odczytującymi moje intencje klawiszy. Nie doświadczałem missclicków, RT działał dokładnie, a opóźnienia były na tyle niskie, żebym w ogóle nie był w stanie ich odczuć. No właśnie, Epomaker oferuje tutaj odświeżanie na poziomie 8000 Hz. Dla wielu z Was zabrzmi to jak bardzo dużo i wystarczająco do komfortowej rozgrywki, i tak samo uważam ja. Nie weryfikowałem tego natomiast dalej, bo szczerze powiedziawszy w ogóle nie obchodzi mnie czy jakieś cyferki się zgadzają – skoro czuję, że klawiatura działa poprawnie, to działa poprawnie. Nie byłem na niej wolniejszy niż na innych modelach, nie byłem też na niej szybszy – grałem po prostu tak, jak grałbym na każdym sensownym magnetyku, bo to technologia i komfort ma dla mnie znaczenie, a nie wyssane z palca marketingowe wartości w specyfikacji. Tak jak pisałem, wolałbym co prawda żeby Creamy Jade HE były delikatnie cięższe, bo miałbym wówczas większą kontrolę i grałoby mi się jeszcze lepiej, ale i tak jest naprawdę nieźle i zupełnie szczerze byłbym w stanie grać na tej klawiaturze resztę swojego życia – jest po prostu kompletna, robi w kwestii magnetyzmu wszystko tak, jak powinna – a czego oczekiwać więcej od klawiatury?

Oczywiście znajdziemy tutaj takie funkcje jak DKS, czyli nawet cztery różne akcje na jednym klawiszu czy Snap Tap (akurat tutaj nazwany Snap Key), czyli anulowanie akcji poprzedniego klawisza wraz z aktywacją drugiego. Obie te funkcje są do pełnej dyspozycji i choć ja osobiście nie widzę zastosowania dla DKS, a Snap Tap jest najzwyklejszym oszukiwaniem (w dodatku zablokowanym w każdej szanującej się grze), to gdybyście mieli jednak taką ochotę, to bez problemu z nich skorzystacie w HE108. Brakuje natomiast analogowego inputu, czyli „symulowania” gałek pada. Szkoda, bo jednak granie na klawce w gry wyścigowe typu Trackmania to dla wielu ludzi najlepsze rozwiązanie, a analogowość znacząco poprawia wrażenia i dokładność. Niestety na wprowadzenie takiej funkcji do swoich klawiatur decyduje się bardzo małe grono producentów, co smuci mnie głównie dlatego, że Efekt Halla bez najmniejszego problemu na to pozwala i jest w zasadzie głównym atutem całej tej technologii – bo nawet jeśli HE108 nie wspiera tej konkretnej funkcji, to wciąż jest klawiaturą analogową. Wydaje mi się natomiast, że programowanie tego i wprowadzanie do software’u jest zwyczajnie zbyt kosztowne, a niewiele osób z tego korzysta, bo woli usiąść na sofie z padem w dłoniach.

Brzmienie

Mam wrażenie, że tak długo jak recenzuję klawiatury pre-built, tak długo mogę w zasadzie wycinać sekcję o brzmieniu. Dlaczego? Głównie dlatego, że każdy producent aktualnie robi ten aspekt na jedno kopyto: jak najwięcej wypełniaczy w obudowie, liniowe przełączniki z nastawieniem na głośne stukanie i pianka PE na powierzchni PCB. To przepis na bardzo konkretne zabarwienie dźwięku, które choć trafia do większości klientów, to mi w ogóle nie przypada do gustu. Mam jednak jedną obserwację jak chodzi o Epomaker HE108 – otóż tutaj obcujemy z dużą, bo pełnowymiarową, klawką o plastikowym korpusie. Nie ma więc znaczenia jak wiele jest w środku pianki i silikonu, fizyki nie oszukamy. Taka klawiatura jest skazana na niskie, basowe brzmienie bez względu na zastosowane przez producenta czy nawet modyfikującego swój sprzęt konsumenta. I tak też jest, bo HE108 choć nie należy do najsmaczniej brzmiących (przynajmniej dla mojego smaku), to aż tak bardzo nie przeszkadzała mi w komfortowym użytkowaniu. Muszę przy tym zaznaczyć, że nie jest to tak głośna klawiatura jak jej mniejsi konkurenci, bowiem tutaj dobrą robotę robią wszystkie elementy wytłumiające fale dźwiękowe. Nie jest to też jakaś absurdalnie cicha konstrukcja, na co składa się wiele czynników (w tym przełączniki magnetyczne znane ze swojej głośności), ale raczej nikogo w mieszkaniu nie obudzimy jej stukaniem. Przyznam szczerze, że nie tego się spodziewałem – tu naprawdę nie jest źle pod kątem akustycznym i chociaż HE108 nie przebija, ani nawet nie zbliża się do, poziomu Leopoldów czy niecierpiących na piankozę Keychronów, to nie słuchało mi się jej tak źle przy okazjach, gdy nie miałem akurat słuchawek na uszach.

Podświetlenie

Fajnie że producent zdecydował się wrzucić tutaj podświetlenie typu side-glow, bo takie akurat szanuję i nie uważam za marnowanie budżetu, ale tych pod samymi klawiszami mógł sobie darować. Jasność LED-ów jest po prostu żałosna, praktycznie w ogóle nie dają rady rozświetlić literek na keycapach w ciemnym pomieszczeniu, a co dopiero w jasnym. Reprodukcja barw także wypada tragicznie, bowiem biały wygląda jak jakiś kompletnie zabrudzony przez zieleń (niespotykane, zazwyczaj biel jest zbyt niebieska lub różowa), a na przykład żółty nawet po dodaniu domieszki czerwieni wygląda bardziej na limonkę. W zasadzie jedynymi sensownie prezentującymi się kolorami są te podstawowe plus fiolet, a że niebieskie akcenty w białym wariancie wręcz proszą o ustawienie niebieskiego podświetlenia, to z takim finalnie najdłużej korzystałem z Epomaker HE108 i akurat w takiej wersji nie mam zastrzeżeń.

Bardzo podoba mi się natomiast rozwiązanie lampek kontrolnych, które producent osadził tuż obok klawisza Esc. Trochę szkoda, że nie ustawił zmiany koloru LED-a pod danym klawiszem w reakcji na włączenie na przykład CapsLocka, ale z drugiej strony na Full-size jest tyle miejsca do zagospodarowania, że aż prosiło się o znalezienie jakiegoś punktu na dedykowane do tego celu lampki. Są one tam cztery, trzy z nich odpowiadają za funkcje znane z klasycznej klawiatury: NumLock, CapsLock i ScrollLock, a czwarta zmienia kolor w zależności od statusu naładowania baterii. Na zielono pali się gdy akumulator jest pełny w trakcie ładowania, a na czerwono zapala się gdy ten jest ładowany lub gdy konieczność podłączenia (w trybie bezprzewodowym) się zbliża. Super rozwiązanie, wszystko jest czytelne dzięki delikatnym nadrukom tuż obok dziurek z LED-ami – jednym słowem bajka.

To zdjęcie nie oddaje w pełni jak jasne (albo raczej ciemne) jest to podświetlenie.

Oprogramowanie

Producent zapewnia nam dostęp do aplikacji, którą musimy zainstalować w pamięci naszego komputera. Brakuje mi tutaj wsparcia konfiguratora przeglądarkowego, co stało się ostatnimi czasy standardem (szczególnie przy klawiaturach magnetycznych), ale z drugiej strony lepiej już mieć software instalowany, który nigdy nie zniknie, niż aplikację internetową bez gwarancji działania przez dłużej niż dwa lata. Niekoniecznie podoba mi się też waga tego oprogramowania, wynosząca 318 MB, ale to i tak mniej niż bloatware marek takich jak ASUS czy Razer. Wizualnie jest naprawdę nieźle – szata graficzna jest schludna i czytelna. Zakładki są dobrze podzielone i dzięki temu bez problemu odnajdziemy się w tym sofcie – skoro ja dałem radę, to każdy da 😉 Pierwsza sekcja pozwala na zmianę działania poszczególnych klawiszy – również FN i całej drugiej warstwy. Możemy także tworzyć różne profile, lecz nie znalazłem nigdzie opcji ustawienia przełączania się między nimi z poziomu klawiatury, co jest w mojej opinii poważnym przeoczeniem ze strony Epomaker – co jeżeli chcę szybko zmienić tryb z takiego przystosowanego do pisania, na taki do CS2? Nie każdy chce przecież uruchamiać specjalnie do tego celu aplikacji, bo w zasadzie taka jest cała idea różnych profili – przełączam się szybko, gdy tego potrzebuję.

Dalej bez najmniejszych problemów ustawimy magnetyczny aspekt klawiatury, to znaczy punkt aktywacji, Rapid Trigger, a nawet dead zone. Możemy także wybrać na jakim z popularnych przełączników mamy aktualnie złożoną klawiaturę (co ciekawe, ta domyślna nazywa się Outemu, a co za tym idzie można raczej na tym etapie rozwiać wszelkie wątpliwości co do producenta Creamy Jade HE), a także ręcznie skalibrować wszystkie klawisze. Producent zapewnił nam tutaj również konfigurację takich funkcji jak DKS, MT, Toggle i Snap Key, więc funkcjonalność jest na dobrym poziomie – odpowiadającym standardowi aktualnego rynku. Na szczęście znajdziemy tu też opcję zmiany odświeżania (do 8000 Hz) oraz czasu, po którego upłynięciu klawiatura wygasi podświetlenie w trybie bezprzewodowym. Jest oczywiście dedykowana zakładka do nagrywania makr, które następnie możemy przypisać do każdego z klawiszy, a także pełny konfigurator podświetlenia – również tego po bokach obudowy. Podoba mi się zakładka z publikowanymi przez społeczność ustawieniami lampek, ale żeby mieć do niej dostęp należy założyć konto – absurd. Ogólnie rzecz biorąc jest to więc kompletny software, któremu niewiele brakuje do perfekcji, a moim zdaniem spełnia on swoją rolę naprawdę dobrze. Mało tego – po ustawieniu wszystkiego pod siebie możemy go po prostu odinstalować, bo klawiatura zapisze wszystko w pamięci wbudowanej.

Bezprzewodowość

Montowanie modułów bezprzewodowych powoli wchodzi w status wyposażenia wręcz wymaganego przez klientów klawiatur w przedziale cenowym 300-700 złotych, a Epomaker stoi na czele marek propagujących to rozwiązanie. HE108 może działać zarówno w trybie przewodowym przez kabel USB-C podłączany z tyłu obudowy, a także przełączyć się na Bluetooth (przydatne chociażby przy telewizorach czy laptopach) lub 2,4 GHz przez odbiornik dołączony w zestawie i standardowo chowany w schowku pod lewą rozkładaną nóżką do regulacji kąta nachylenia. Przez cały okres testów korzystałem z klawiatury tylko w tym drugim, bowiem nie mam swojego adaptera BT w komputerze, natomiast przetestowałem na szybko opóźnienia z moim telefonem i nie są one wcale tak bardzo odczuwalne jak wielu się wydaje. Oczywiście nie odważyłbym się grać przez tę formę połączenia w CS2 czy osu!, ale do pisania dokumentów czy użytkowania komputera z poziomu sofy jest to bez cienia wątpliwości odpowiednie rozwiązanie.

Jak zaś chodzi o preferowane przez graczy 2,4 GHz, to mamy tutaj do czynienia z idealnym połączeniem, które nie przerywa, jest stabilne i pozwala grać w gry kompetytywne bez realnie odczuwalnego opóźnienia wpływającego na wyniki. Mam natomiast problem z wybudzaniem klawiatury, bo niestety gdy HE108 wygasi się celem oszczędzania akumulatora, to przez kilka pierwszych wciśnięć nie łapie sygnału i muszę odczekać aż ta wróci do żywych. Jest to najbardziej frustrujące przy logowaniu do systemu, ale jednocześnie da się do tego przyzwyczaić. Najlepiej w tym wszystkim wypada chyba jednak żywotność baterii, bo ta zapewnia nam, przy włączonym podświetleniu rozkręconym na maksa i z wygasaniem po minucie nieaktywności, około 10-14 dni pracy na jednym ładowaniu. Przyznam, że podczas swoich testów korzystałem z komputera mniej niż jeszcze rok czy dwa lata temu, ale jeśli w taki sposób spokojnie osiągam dwa tygodnie działania, to mimo wszystko jest to naprawdę dobry wynik – choć w sumie nie mogłem spodziewać się nic gorszego przy dwóch ogniwach po 5000 mAh. Jeśli zatem zależy Wam na pracy bezprzewodowej bez częstego ładowania, to będzie to klawiatura dla Was.

Ocena końcowa

Jak na to nie spojrzeć, Epomaker HE108 na przełącznikach magnetycznych Creamy Jade HE jest klawiaturą naprawdę mogącą się podobać i spełniającą wszelkie wymogi solidnej konstrukcji godnej polecenia. Dostajemy tu bowiem ładny sprzęt bez przesadnych zagrywek w kwestii estetyki, na bardzo dobrych keycapach i stabilizatorach, a także z doskonałą funkcjonalnością magnetyczną za sprawą genialnych, gładkich switchy wykorzystujących Efekt Halla. Wsparcie pracy bezprzewodowej z dobrą żywotnością akumulatora jest świetnym dodatkiem dla osób ceniących wygodę, a format 100% pozwala na pracę bez ograniczeń czy to w biurze, czy w grach. Montaż gasket-mount jest w stanie przynieść wiele pozytywnych wrażeń z użytkowania jeśli usuniemy pianki ze środka obudowy, zaś dla tych ceniących sobie bardziej wytłumione brzmienie pozostaje zawsze opcja fabryczna, gdzie przez nawarstwienie się wypełniaczy wewnątrz klawiatura jest wystrojona idealnie pod panujące aktualnie na rynku trendy. Software działa poprawnie, Rapid Trigger jest precyzyjny, a możliwość wyboru dwóch wersji kolorystycznych pozwala na dopasowanie HE108 pod swój zestaw komputerowy.

Jedyne do czego muszę się przyczepić to utrudnione do granic możliwości otwieranie obudowy, przez co wszelkie modyfikacje są w zasadzie skreślone dla większości użytkowników – a co za tym idzie nie muszące pasować wszystkim pianki nie są tak łatwe do usunięcia jak w konkurencyjnych modelach. Ponadto podświetlenie jest na bardzo przeciętnym poziomie, w związku z czym fanatycy lampek nie będą raczej zadowoleni. Nie są to jednak takie wady, które skreślałyby dla mnie ten produkt. W końcu mówimy tutaj o klawiaturce za raptem sto dolarów (po dodaniu Estimated Tax i wysyłki wychodzi w koszyku 125 USD), zatem mimo wszystkim średniopółkowym – nie można więc oczekiwać od niej cudów i nie wszystko musi być w niej perfekcyjne. Osobiście uważam jednak, że jest to trochę wygórowana kwota. Gdybyśmy mówili tutaj o 400, no góra 450 złotych z wszystkimi opłatami, to byłbym w stanie uznać Epomaker HE108 za budżetowego króla pełnowymiarowych magnetyków, a zamiast tego dostajemy produkt, który sam w zasadzie nie wie czym chce być – bo z jednej strony kosztuje jak średnia półka, a z drugiej nie oferuje chociażby metalowej (no nawet takiej najtańszej) obudowy, co dla wielu, choć nie dla mnie, klientów może być poważnym problemem. Zauważyłem natomiast parę ofert na Amazonie za lekko ponad 400 ziko, więc jest to jakaś opcja.

Koniec końców nie ma niestety wielu alternatyw w tym formacie i o ile jest jeszcze Aula F98X, z której dostępnością nieco trudniej w ostatnim czasie, to jeżeli musicie mieć wszystkie klawisze w swojej klawiaturze, a nie jakieś śmieszne 75%, to nie macie zbyt szerokiego wyboru i HE108 może się dla Was okazać wyborem perfekcyjnym. Ja w każdym razie polecam, bo jeśli przymrużyć nieco oko na cenę, albo znaleźć jakąś lepszą ofertę niż w oficjalnym sklepie marki Epomaker, to mamy tu do czynienia z urządzeniem doprawdy udanym. A zawsze przecież można kupić z drugiej ręki, bo o ile dystrybucji na Polskę brak, to jakieś używki na Allegro i Vinted znalazłem i to w naprawdę atrakcyjnych kwotach.