Recenzja HATOR Rockfall 3 TKL Wireless (HATOR Aurum Orange)

Rynek klawiatur mechanicznych z roku na rok wita coraz to nowsze marki, które albo znajdują swoich zwolenników i trafiają na biurka wielu polskich użytkowników, albo umierają śmiercią naturalną i nie są w stanie zagrzać miejsca zbyt długo. Swego czasu niezłą furorę zrobił Dark Project, który nawet doczekał się współpracy z dwoma twórcami technologicznymi, w wyniku której powstała linia modeli obiecujących naprawdę dużo w niewygórowanej cenie (a przynajmniej Gamma i Onionite). Od jakiegoś czasu kawałek tortu próbuje też ugryźć HATOR, czyli nowy gracz wywodzący się z Ukrainy (choć obecnie operujący z Holandii) – przy czym nowy to stwierdzenie bardzo odważne, gdyż osobiście jestem nieco spóźniony i zabieram się za produkt tej marki dopiero teraz, gdzie pierwsze wzmianki o wkroczeniu HATOR-a do Polski słyszałem już niecały rok temu. Taka już jednak specyfika mojego podejścia do klawiatur, że nie chwytam się czego mogę, tylko grzecznie czekam sobie aż któryś sprzęt z portfolio danego producenta mnie realnie zainteresuje, albo aż sama marka napisze do mnie z propozycją podesłania urządzenia na testy.

Tak też było w tym przypadku, gdyż to HATOR uderzył do mnie pierwszy, w momencie gdy w zasadzie powoli zapominałem o tym producencie. Zgodziłem się jednak na sprawdzenie Rockfall 3 TKL Wireless przez wzgląd na to jakie głosy doszły do mnie na temat ich sprzętu: budżetowe i do tego zaskakująco dobre w swojej cenie. Nie mogłem więc przejść obojętnie obok takiej okazji, albowiem poza testowaniem rewolucyjnych i nietypowych klawiatur bardzo lubię sprawdzać co producenci potrafią dać klientom chcącym wydać trochę mniej na tę część stanowiska komputerowego. Zapraszam Was zatem do recenzji HATOR Rockfall 3 TKL Wireless, w której sprawdzimy sobie na ile prawdziwe są stwierdzenia o opłacalności tego sprzętu i przekonamy się czy ten konkretny model zasługuje na jakiekolwiek pochwały. Zaczynajmy!

HATOR Rockfall 3 TKL Wireless

Opakowanie

HATOR Rockfall 3 TKL Wireless kryje się w naprawdę wyjątkowym pod kątem barwy kartonie, albowiem producent zastosował tutaj intensywną żółć, która zdaje się być również kolorem najbardziej przez tę markę lubianym (przynajmniej tak wnioskuję po szacie graficznej na jej stronie internetowej). Front opakowania zdobi logo HATOR, nazwa modelu, rysunek prezentujący go w pełnej okazałości oraz kilka emblematów mających reprezentować najważniejsze cechy produktu. Są to między innymi bezprzewodowość, gasket mount czy hot-swap. Jest też wzmianka o zamontowanych w tej konkretnej klawiaturze przełącznikach, czyli HATOR Aurum Linear, które z kolei w specyfikacji na stronie nazywają się HATOR Aurum Orange – dziwna niespójność. Na odwrocie znajdziemy coś, czego oczekiwałbym od każdego sprzętu testowanego na łamach bloga, czyli naprawdę bogatej specyfikacji, listy kluczowych funkcji i cech produktu oraz listy zawartości kartonu. Miłym dodatkiem jest także obrazek wizualizujący nam z jakich elementów składa się schowany w opakowaniu model, choć wynika z niego głównie, że Rockfall 3 TKL Wireless opiewa głównie w pianki i inne wygłuszacze – ale o tym później. Z ciekawszych rzeczy dowiedziałem się już na tym etapie, że przedmiot dzisiejszego testu wspiera N-key Rollover, poznałem materiały, z których składają się zamontowane w nim przełączniki, a także pojemność ogniwa, wynoszącą 4000 mAh. To mogą być pierdoły, ale dla mnie ważna jest transparentność i chęć przekazania klientowi jak najwięcej o swoim produkcie.

Akcesoria

Nieco przyoszczędzone jest z kolei na samym zestawie akcesoriów, bowiem poza samą klawiaturą dostajemy przewód USB-C do USB-A w przyjemnym, paracordowym oplocie, dzięki któremu ten układa się doskonale na biurku, przejściówka USB-C na USB-A pomagająca zbliżyć odbiornik 2,4 GHz do urządzenia, narzędzie keycap puller i switch puller w jednym, wykorzystujące druciki do tego pierwszego, co pozwala na bezpieczne ściąganie nakładek, bez obaw o ich porysowanie, naklejki z grafikami jak dla dzieci, piankę pod spację i papierologię. Oczywiście należy mieć na uwadze, że HATOR jest marką celującą raczej w budżetowy segment klawiatur i nie może przesadzić w kwestii akcesoriów, bowiem w przeciwnym wypadku cena mogłaby prędko poszybować w górę, ale mimo to należy się liczyć z faktem, że nie uświadczymy tutaj nic więcej niż kompletnie podstawowe dodatki. I to jest okej, broń Boże na to nie narzekam!

Wygląd

Prostota kluczem do sukcesu, prawda? HATOR chyba zgadza się z tym stwierdzeniem, bowiem ich klawiatura Rockfall 3 TKL stosuje zabiegi estetyczne z nim zgodne. Ramki dookoła klawiszy nie są symetryczne, to znaczy te bo lewej i prawej stronie są najwęższe, natomiast dolna ma parę milimetrów więcej. Co ciekawe, czoło urządzenia, czyli górna ramka, jest z jakiegoś powodu grubsza od wszystkich pozostałych, co poszerza klawiaturę i może się niektórym nie spodobać. Krawędzie korpusu zostały z kolei wyraźnie ścięte 45-stopniowym frezem, zaś rogi ładnie zaokrąglone. Z profilu nie dostrzeżemy żadnego wcięcia ułatwiającego podnoszenie urządzenia, bo zamiast tego producent dał nam tam kompletnie płaską ściankę – podobnie jak z przodu i z tyłu. To ciekawa zagrywka, przypominająca mi RAMA.WORKS U80-A. W ogóle całościowo obudowa HATOR Rockfall 3 TKL zdaje się nawiązywać do niektórych projektów entuzjastów klawiaturowych, stosując tę obłość tworzącą w głowie użytkownika wizję korzystania ze sprzętu większego i w rezultacie potężniejszego niż zwykle. Mi się to nawet podoba, choć nie ukrywam, że wolałbym coś bardziej zbliżonego do klasyki, bardziej zbliżonego do chociażby Durgod Taurus K320.

Kolory dostępne do wyboru to biel i czerń, a do mnie trafił ten drugi wariant. Fajnie, że nie jesteśmy skazani na jedną kolorystykę i możemy dopasować klawkę do naszego stanowiska, a nie stanowisko do niej. Warto też mieć na uwadze, że żeby nie było za nudno, to keycapy zastosowane fabrycznie przez producenta nie są jednokolorowe, a kontrastowe – w białej wersji szare i białe, a w czarnej białe i czarne (niczym panda), co też nie każdemu może się podobać – niektórzy wolą bowiem jednokolorowe konstrukcje. Mi zaś nie przypadło do gustu wrzucenie logo marki na front obudowy, przy prawej krawędzi. Ma ono jasnoszary odcień i psuje estetykę urządzenia swoją obecnością. Z tyłu mamy z kolei złącze USB-C, na szczęście wyśrodkowane, ale z zagłębieniem, w którym ukrywa się fragment kabla przy podpięciu do zasilania. Nie przeszkodziło mi ono jednak w korzystaniu z moich prywatnych przewodów. Nad strzałkami umieszczono dwie diody informujące o włączeniu CapsLocka i statusu baterii, przy czym zabrakło trzeciej do ScrollLocka (zamiast tego lampka pod klawiszem zapala się na czerwono, bez sensu).

Spód to spore odstępstwo od reszty języka estetycznego Rockfall 3 TKL, albowiem cała powierzchnia została pokryta heksagonalnym grawerem. Na samym środku znajdziemy zaś naklejkę z kodem seryjnym, a przy górnej krawędzi osadzone są rozkładane nóżki do regulacji kąta nachylenia. Naturalnie nie zabrakło też gumek antypoślizgowych, na szczęście w kolorze korpusu. Z ciekawszych elementów, na spodzie znajduje się także przełącznik trybu, za pomocą którego wybieramy czy chcemy pracować przez Bluetooth, 2,4 GHz, czy po kablu, a także gładziutki i rysujący się napis w lewym dolnym rogu, przypominający nam o producencie i serii sprzętu, który dzierżymy. Kompletnie nie rozumiem takich zagrywek – czy naprawdę trzeba właścicielowi klawiatury na każdym kroku przypominać, że korzysta on z produktu tej konkretnej marki? Nie wystarczyłoby po prostu oryginalne wzornictwo, z którym dany brand by nam się kojarzył, bez logotypów wyskakujących z lodówki?

Wykonanie

Plastik fantastik, ale z drugiej strony nie ma co oczekiwać gruszek na wierzbie po tak tanim sprzęcie metalu. HATOR wykonał calusieńki testowany dzisiaj produkt z tworzywa sztucznego, nawet jego płytkę montażową, dzięki czemu osiąga on konkretne, miłe dla ucha brzmienie, lecz cierpi na tym masa – 930 gramów (lekko podbita przez wypełniacze, w szczególności silikon) według mojej wagi kuchennej, czyli adekwatnie jak na te czasy, ale moim zdaniem TKL powinien przekraczać kilogram. Gdy wezmę do rąk klawiaturę i zacznę ją celowo wyginać, to widać wyraźną pracę całej konstrukcji, natomiast podczas standardowego użytkowania nie byłem w stanie dostrzec jakiegokolwiek uginania ani strzelania. Ciężko będzie też cokolwiek tutaj złamać, o ile nie będziemy sprzętu bić w wyniku porażek podczas grania (ale wierzę, że nie czytają mnie dzieci). Dla niektórych negatywna może się okazać informacja, że płyta montażowa jest tutaj polioksymetylenowa, ale w mojej opinii nie ma się czego lękać – to częsty wybór chociażby wśród entuzjastów. Muszę za to zaznaczyć, że to chyba pierwszy taki przypadek w ogólnodostępnych klawiaturach marketowych, że producent decydujący się na plastikową płytkę stawia na POM zamiast poliwęglanu. Naturalnie przekłada się to na feeling oraz brzmienie, lecz o tym trochę później. Tutaj jeszcze chciałbym wspomnieć, że choć obcujemy z produktem niedrogim, to wykończenie obudowy jest na najwyższym poziomie, to znaczy tekstura jest równa i miła pod palcem, a także nie zbiera przesadnie tłustych śladów i smug.

Dostanie się do wnętrza HATOR Rockfall 3 TKL Wireless to zaskakująco łatwy proces. Na początku myślałem, że będę musiał bawić się w szukanie śrubek, albo co gorsza w zatrzaski, ale ku mojemu zdziwieniu projektant tego modelu kreatywnie przemyślał sposób zamykania korpusu. Otóż widoczne na spodzie gumki antypoślizgowe nie są przymocowane na klej, a na wcisk – wystarczy zatem podważyć je paznokciem i wyciągnąć, żeby ujrzeć skrywane pod nimi śrubki. Metoda ta jest znana w klawiaturowym hobby od jakiegoś czasu (patrz GEON.WORKS W1-AT R2), ale osobiście nie spotkałem się z nią w marketowej klawiaturce pre-built. Po odkręceniu ośmiu śrubek możemy po prostu odseparować górną część obudowy od tej dolnej, lecz warto też odłączyć tasiemkę łączącą PCB z płytką-córką (ang. daughter-board), odpowiadającą za zasilanie z dwóch ogniw i dzierżącą złącze USB-C, żeby jej przypadkiem nie urwać. Gdy już to zrobimy, możemy swobodnie zajrzeć do środka sprzętu, a tam dostrzeżemy masę wypełniaczy, gaskety i dwa akumulatory mające łącznie 4000 mAh, gotowe do zapewnienia nam opcji bezprzewodowej pracy.

Pierwszym wypełnieniem rzucającym się w oczy jest nieduża warstwa silikonu, osadzona na spodzie obudowy. Ma ona niewątpliwie za zadanie wygłuszać część echa, a przez swoją gęstą strukturę robi to w sposób uwydatniający bas. Na spodniej powierzchni płytki drukowanej mamy z kolei przyklejoną na stałe szarą piankę o równie gęstej konsystencji, której niestety nie jesteśmy w stanie w żaden bezinwazyjny sposób usunąć. To ogromny minus, bo gdybym chciał jako klient przetestować Rockfall 3 TKL bez wypełnień, to są mi związane ręce – albo usuwasz piankę i nie możesz zamontować jej z powrotem, albo zaakceptuj obecność wypełniaczy. Nie rozumiem też do końca w jaki sposób mógłbym odłączyć na tym etapie od siebie PCB i płytkę montażową, bowiem przez obecność tej nieszczęsnej warstwy pianki nie widzę czy są tam obecne jakieś śrubki trzymające oba elementy razem. Okropny błąd ze strony producenta, na który nie mogę znaleźć żadnego wytłumaczenia ani usprawiedliwienia. Dalej jest na szczęście lepiej, bo pomiędzy płytką montażową, a tą drukowaną znajdziemy trzymane za pomocą kompresji, a więc łatwe do usunięcia, dwie warstwy pianek – jedną grubą, wykonaną z EVA i mającą za zadanie redukować jakiekolwiek rezonowanie mogące powstać w PCB+plate assembly, a także drugą cieniutką, wykonaną z PORON-u i działającą poniekąd jak niegdyś popularny PE foam, odbijając w charakterystyczny sposób fale dźwiękowe, znacznie je przy tym uwydatniając – stąd też nazwanie jej „switch pad” przez producenta, gdyż znajduje się ona bezpośrednio pod powierzchnią każdego przełącznika.

Dobrze z poziomu wnętrza widoczne są też gaskety, na których spoczywa polioksymetylenowa płytka w obudowie, a także sposób w jaki jest ona ponacinana. Więcej na ten temat chciałbym jednak napisać w następnej sekcji, skupiając się na wybranym przez HATOR sposobie montażu i jego efektywności w tym modelu. Tutaj dodam jeszcze, że pod spacją, w szparkach pomiędzy przełącznikiem, a stabilizatorem, osadzone zostały dwie silikonowe wkładki mające chyba redukować wibracje, ale bądźmy szczerzy – gdyby producent chciał to osiągnąć, to w ogóle nie stosowałby tam szpar, więc jest to na swój sposób nieporadne rozwiązywanie problemu, który samemu się stworzyło. Jeśli zaś chodzi o moją opinię na temat wszelkich sposobów wygłuszania obecnych w Rockfall 3 TKL Wireless, to zapewne spodziewacie się, że nie jestem nimi zachwycony. Nienawidzę jakichkolwiek pianek i silikonów, bo niszczą one charakter klawiatury i sprawiają, że brzmi ona dokładnie tak samo jak każda inna obecnie na rynku, a do tego rujnują jakikolwiek potencjał uginania płytki. Gdybym jednak był w stanie w miarę łatwo się ich stąd pozbyć, to w połączeniu z banalnym otwieraniem korpusu tego produktu byłbym w stanie nawet zaakceptować decyzje producenta, lecz w obliczu przyklejenia jednej z pianek do spodu PCB pozostaje mi rzec, że każdy klient kupujący ten model jest skazany na wypełniacze, czy tego chce czy nie. Jeśli zatem akceptujecie bądź nawet lubicie pianki, to jest to niewątpliwie produkt dla Was, ale jeżeli tak jak ja pałacie do nich nienawiścią, albo chcielibyście po prostu sprawdzić jak to chodzi bez nich, to przykro mi, musicie wybrać coś innego, albo bawić się w odrywanie pianki zamocowanej na naprawdę mocny klej, który zapewne pozostawi po sobie ślad na powierzchni płytki drukowanej.

Ergonomia

Wspomniałem już, że spód obudowy HATOR Rockfall 3 TKL Wireless opiewa w gumki antypoślizgowe. Te zostały rozmieszczone z głową, to znaczy mamy po jednej sztuce długiej gumy w każdym z rogów, ale poza nimi znajdziemy także cztery malutkie bliżej środka korpusu. Wszystko to po to żeby ta niekoniecznie należąca do grona najcięższych klawiatur na rynku nie ślizgała nam się po biurku w trakcie użytkowania – i tu muszę pochwalić producenta, gdyż przedmiot recenzji nie przesunął mi się ani razu niepożądanie, pomimo położenia go na podkładce zamiast bezpośrednio na biurku. Do tego rozkładane nóżki do regulacji kąta nachylenia również mają ogumienie, dzięki któremu nie tracimy przyczepności wraz z ustawieniem profilu urządzenia inaczej niż domyślnie. Jak już o tym mowa, to regulować kąt nachylenia możemy w aż trzech stopniach, na co pozwalają nam podwójne nóżki. Domyślnie jest to 5°, małe nóżki dają nam 7°, zaś te duże – 10°. Każdy może zatem dopasować urządzenie pod swoje preferencje ergonomiczne. Ponadto pod jedną z nóżek kryje się miejsce na adapter 2,4 GHz, co jest miłym dodatkiem, bo dzięki temu nie zgubimy go w transporcie. Jak z kolei chodzi o wysokość frontową, to ta wynosi 21,5 mm, zaś efektywna wysokość (mierzona od samego spodu do czubka przełącznika spacji) to 26,5 mm. Mamy zatem do czynienia ze stosunkowo wysoką klawiaturą, która jednak nie ma podpórki pod nadgarstki w zestawie, a niektórzy na pewno chętnie by z niej skorzystali. Niemniej osobiście nie odczułem potrzeby dokładania tutaj czegokolwiek i z przedmiotu dzisiejszego tekstu korzystało mi się dobrze bez podpórek i nawet z domyślnym kątem nachylenia. Ale jak wiadomo, każdy ma inne preferencje i Ty, drogi czytelniku, możesz potrzebować dokupić do Rockfall 3 TKL poduszkę dla swoich nadgarstków, czego HATOR niestety Ci nie zapewnia w swoim asortymencie.

Format, na który zdecydował się projektant tego modelu, to znany i lubiany TKL, domyślnie stworzony z myślą o oszczędzeniu miejsca na biurku, a w późniejszym okresie chętnie wykorzystywany przez graczy przez wzgląd na tę właśnie cechę. Osobiście uwielbiam ten rozmiar, gdyż nieczęsto korzystam z NumPada, a gdybym już go potrzebował, to wolałbym mieć go osadzonego na lewo od klawiatury dla jeszcze wygodniejszego wprowadzania cyfr do systemu. TKL to bowiem nic mniej ani nic więcej niż pełnowymiarowa klawka z obciętym panelem numerycznym. Wszystkie pozostałe sekcje rozmieszczone są tak samo jak w Full-size, co moim zdaniem jest lepszym rozwiązaniem niż popularne w ostatnich latach 65% czy 75%, które kompletnie mieszają w mojej pamięci mięśniowej i wymuszają na mnie uczenia się klawiatury od nowa. Tutaj mam wszystkie potrzebne mi klawisze tam gdzie wiem, że je znajdę, dzięki czemu użytkowało mi się Rockfall 3 TKL naprawdę przyjemnie. Układ to z kolei ANSI, choć producent oferuje na swojej stronie także inne opcje dla innych krajów. Standard użyty w moim egzemplarzu oferuje niski Enter, pełne oba Shifty i spację o długości 6.25u. Co za tym idzie, pozostałe przyciski w dolnym rzędzie mają po 1.25u, co niekoniecznie współgra z moim przyzwyczajeniem (wolę WKL i Tsangan, gdzie spacja ma 7u, a Alty i Ctrl po 1.5u), ale jest normą znaną przez większość z Was.

Sposób montażu płytki w obudowie to znany od dawna przez entuzjastów i coraz częściej spotykany również w klawiaturach pre-built montaż uszczelkowy (ang. gasket mount). Jako że polega on na odseparowaniu PCB+plate assembly od reszty konstrukcji za pomocą uszczelek, to przynosi w efekcie kompletnie inne doznania akustyczne jak i feelingowe. Tutaj producent postawił na gaskety wykonane z elastycznej gumy, które osadzone są na „skrzydłach” odstających od plastikowej płytki montażowej, zaś w obudowie wskakują w specjalnie przeznaczone do tego zagłębienia. Po zamknięciu korpusu nie mają się one prawa ruszyć, albowiem ten trzyma je sztywno z obu stron. Nie doświadczymy tutaj jednak kojarzonego z gasketem uczucia z pisania, albowiem producent podjął wszelkie kroki żeby wyeliminować jak najwięcej płynącego z niego uginania. Oczywiście nie mam na myśli, że zrobił to celowo – prawdopodobnie pchał po prostu bez żadnego pomyślunku pianki i silikony do środka, nie wiedząc nawet, że usztywni konstrukcję do takiego stopnia. Bawi mnie to szczególnie w obliczu obecności masy nacięć na powierzchni płytki montażowej, bowiem te znajdziemy dookoła praktycznie wszystkich przełączników i wskazują one na próbę uwydatnienia uginania, lecz bezskutecznie – fizyki nie oszukamy. Jedynym rozwiązaniem byłoby wyrzucenie z wnętrza tych nieszczęsnych wygłuszaczy, ale wówczas stracimy to lubiane przez klientów piankowe brzmienie, więc producent naturalnie poszedł ścieżką zapewniającą satysfakcję jak największej rzeszy klientów, którzy niekoniecznie wiedzą jak powinien pracować gasket, a lubią znany przez nich z TikToka „thock”.

Uważam przy tym, że dało się zrealizować to lepiej – nie dawać tutaj gasketa w ogóle, bo ten i tak przecież tutaj nie działa. To znaczy jasne, odseparowuje on fale dźwiękowe od korpusu, co jest niewątpliwie zaletą, ale i tak tego nie usłyszymy, bo wszystko wygłuszy nam pianka. Jedyne co mogliśmy tutaj zatem zyskać, czyli uginanie w trakcie użytkowania, jest nam dosłownie zabrane. Realnie czuć w trakcie użytkowania, że jest tu miększej, choć tylko trochę bardziej niż w standardowej klawiaturce na stalowej płycie i tray mount’cie, ale ta różnica wynika moim zdaniem głównie z zastosowania płytki z POM-u, a nie samego gasketa. Fajnie gdyby dało się we własnym zakresie i odwracalnie zmodyfikować sprzęt tak, żeby zyskać kompletnie inne brzmienie i feeling. Usuwając wszystkie silikony i pianki konstrukcja zaczyna się bowiem naprawdę ładnie giąć, pracując przy każdym wciśnięciu i zapewniając fajny entry-level gasket-mount experience. Nie jest to szczyt możliwości, bo do tego trzeba by jeszcze przemyśleć konstrukcję, ale byłoby to fajne przedstawienie typowemu klientowi marketowych klawiatur pre-built konceptu, który króluje wśród entuzjastów. Dobrze rozwiązał to Dark Project w modelu Gamma, gdzie rzeczywiście mogliśmy wedle uznania modyfikować klawiaturę i albo uzyskać piankowe brzmienie, albo mocne uginanie. Tutaj tego zabrakło i szkoda, bo zaczynało się naprawdę dobrze.

Dopowiem jeszcze, że naprawdę jara mnie sposób w jaki połączone są ze sobą PCB i płytka montażowa. Zamiast klasycznych śrub, które usztywniłyby konstrukcję jeszcze bardziej i stworzyłyby hard spoty, mamy tutaj wciskane gumki, które banalnie usunąć. Serio, HATOR wiedział co chce zrobić w tym modelu i mam wrażenie, że trochę na siłę chcąc trafić do przeciętnego klienta musiał po prostu zdecydować się na takie rozwiązania, a nie inne – mam na myśli wypełnienie obudowy po brzegi pianką. Powtórzę się raz jeszcze, ale gdyby tylko ta szara pianka nie była przyklejona na tak mocny klej… Poza tym co szkodziłoby nowopowstającym markom wydać produkt bez wygłuszenia? Czy naprawdę nie ma miejsca na rynku na alternatywy, tylko wszystko musi być takie samo i popełniać identyczne błędy?

Keycapy

HATOR zdecydował się nie kombinować jakoś przesadnie w kwestii nakładek i postawił na zaufany materiał PBT i metodę produkcyjną double-shot, zapewniając w ten sposób doskonałą odporność na wszelkie czynniki zewnętrzne. Powierzchnia dzierżonych przez Rockfall 3 TKL keycapów jest zaś przyjemnie gładka, choć sucha pod palcem, co z pozoru może negatywnie wpływać na użytkowanie, lecz w praktyce nie przeszkadza w żaden sposób podczas grania (to znaczy palce nie ślizgają się po nakładkach, nie zjeżdżają z nich itp.). Grubość ścianek bocznych stoi na akceptowalnym poziomie, bowiem wynosi od 0,9 mm do 1,2 mm, w zależności od nakładki i mierzonej ścianki. Zazwyczaj takie nierówności kojarzą mi się z niskim budżetem producenta na zrobienie sensowniejszych form odlewowych, ale z doświadczenia wiem też, że nie wpływa to znacząco na brzmienie klawiatury. Mogę więc bez problemu przyznać, że fabrycznie zamontowane na bezprzewodowym TKL-u od HATORa nie powinny nam się zniszczyć w trakcie standardowej eksploatacji.

Naturalnie nie mam żadnych oczekiwań wobec czcionki, albowiem obcuję w ramach tego tekstu z produktem budżetowym, lecz mimo wszystko muszę wspomnieć o wszelkich wadach, których się doszukałem. Zacznijmy jednak od pozytywów: zastosowany przez HATOR krój pisma nie jest przesadnie wymyślny, choć widać w nim manię pisania wszystkiego wielkimi literami. Znaki zdają się też nieco zgniecione od boków, tak aby sprawiać wrażenie dłuższych na osi pionowej. Nie są jednak przy tym chude, bowiem producent dopilnował żeby każda linia była stosunkowo gruba, a dzięki temu wyraźna. Wszelkie legendy, w tym napisy, zostały wyśrodkowane przy górnej krawędzi powierzchni keycapa, co jest zabiegiem często widywanym przeze mnie w tym segmencie cenowym i nie przeszkadza mi to, choć wolałbym żeby literki znalazły się zamiast tego w lewym górnym rogu, bo tak jest po prostu eleganciej. Niemniej jednak muszę przyznać, że nie bije od tego produktu paskudą, a to spore osiągnięcie w segmencie gamingowym, choć w ostatnich latach coraz więcej marek kierujących swoje sprzęty do graczy nauczyło się podobnej estetyki.

Brzuszki na szczęście zostały domknięte w każdym z nadruków, dzięki czemu mamy tutaj prawdziwe O zamiast czegoś na styl ( ), natomiast wiąże się to z małym problemem – żeby bowiem w prześwitujących znakach wykonanych metodą podwójnego wtrysku plastik się utrzymał, koniecznie jest dodanie malutkich wsporników po wewnętrznej stronie. Nie widać tego w przypadku nakładek białych, bowiem podświetlenie świetnie sobie radzi z maskowaniem tego zjawiska, lecz już w tych czarnych objawia się to poprzez dużo ciemniejszy efekt świetlny. W efekcie oświetlenie LED-owe wygląda pięknie i żywo przy keycapach białych, ale martwo i strasznie ciemno w tych czarnych. A wystarczyłoby nie dawać prześwitujących legend w ogóle i problem byłby zażegnany! 😉 Nie kończąc jeszcze w temacie nadruków, muszę wspomnieć, że modyfikatory w znacznej większości opisane zostały w Rockfall 3 TKL napisami, poza jednym – Backspace. Nie rozumiem dlaczego wśród tak wielu producentów nie pojawia się chęć pozbycia się tej nieestetycznej anomalii. Jak to przecież wygląda, gdy wszystko reprezentowane jest napisem z nazwą funkcji, a samotny Backspace wizualizuje nam strzałka? Nawet klawisz Windows w sąsiedztwie ikonki dostał napis, co samo w sobie też nie wygląda najlepiej (głównie przez zrobienie go w formie „Win” zamiast „WIN”), ale przynajmniej nie odbiega znacząco od całej reszty. Nie przypada mi też do gustu kreska na środku spacji, której jak dla mnie mogłoby po prostu nie być w ogóle, lecz to chyba akurat zabieg gamingowy mający na celu dołożenie jeszcze jednego punktu przebicia dla podświetlenia.

Jak chodzi o równość nadruków, to jak na tak tani sprzęt naprawdę nie jest źle. Jasne, mogę wspomnieć jak to w klawiszu Insert „S” jest delikatnie dalej od reszty, a w HOME „O” jest cieńsze od pozostałych liter, ale są to na tyle mało widoczne błędy, że aż wstyd o nich pisać, szczególnie biorąc pod uwagę cenę HATOR Rockfall 3 TKL Wireless. Mam natomiast wrażenie, że wiele nierówności udało się tutaj uniknąć właśnie tym pisaniem każdego słowa wielkimi literami. To dzięki temu zabiegowi nie znajdziemy tu chociażby odstającego „t” w napisie Shift czy dziwnych różnic w rozmiarze liter w słowach takich jak Caps czy Alt, jak ma to miejsce u konkurencji. Cóż, pozostaje pogratulować producentowi pomysłu i radzenia sobie z problemami, choć do ideału i tak trochę jeszcze brakuje.

W specyfikacji znajdziemy wzmiankę, że zastosowany w testowanym dzisiaj produkcie profil to OMA. Nigdy wcześniej o takowym nie słyszałem, lecz podczas użytkowania kojarzył mi się on głównie z takimi wymysłami jak OSA czy inne MDA, ale z lekko inaczej wyprofilowaną powierzchnią. Otóż sama struktura keycapa wyraźnie nawiązuje tutaj do zaokrąglonego stylu znanego z popularnych niegdyś SA, lecz już sama góra ma prawie płaską, tylko delikatnie cylindryczną, powierzchnię. Każdy rząd ma też swój kształt dla ergonomiczniejszej pracy, a klawisz spacji ma dodatkowo nietypowe wyprofilowanie na przedniej krawędzi, mocno je wygładzając – dla wygodniejszego wciskania przez kciuk. Korzystało mi się z tego profilu w porządku, chociaż wizualnie bardziej do gustu przypada mi mimo wszystko Cherry. Wysokość tych nakładek też nie każdemu musi się spodobać, bo choć nie są one wysokie, to są mimo wszystko wyższe od wisienek. Niemniej cieszy mnie nadal, że producenci nie wciskają nam już tak na siłę profilu OEM, będącego niegdyś standardem we wszystkich klawiaturach pre-built. Tutaj przynajmniej się coś dzieje i mamy jakiś wybór, choć czasami złudny – bo tak szczerze, czym się różnią od siebie te wszystkie pozaokrąglane profile keycapów o wymyślnych nazwach? W ślepym teście autentycznie nie byłbym w stanie odróżnić jednych od drugich, bo ciężko nawet to wszystko zapamiętać, a co dopiero wynajdywać jakieś niuanse między nimi.

Stabilizatory

Niebywałe! To kolejna z rzędu klawiatura, którą testuję na łamach bloga, i która nie spełnia moich oczekiwań w zakresie fabrycznego smarowania stabilizatorów. Warto mieć jednak na uwadze, że poprzednicy byli trochę droższymi propozycjami, więc porównywanie ich do HATOR Rockfall 3 TKL Wireless i vice versa mija się z celem. Dotychczas wklejałem natomiast w tej sekcji moją krótką opinię na temat rynku i tego, że większość producentów świetnie radzi sobie z dopracowaniem brzmienia stabów, oferując proste druciki i dobre smarowanie. Tutaj niestety nie mogę tego zrobić przez Backspace i Enter, które cicho, ale jednak, cykają. Wszystkie pozostałe klawisze stabilizowane nie generują żadnych niepożądanych dźwięków, natomiast te dwa wspomniane widocznie nie mają perfekcyjnie płaskich drutów w wyniku czego wydobywa się spod nich przy każdym wciśnięciu nieprzyjemny odgłos. Nie jest tragicznie, nie jest nawet źle, ale nie jest też idealnie – a tego oczekuję od każdej klawiatury w 2025 roku. Oczywiście można poprawić brzmienie tych dwóch przycisków we własnym zakresie, natomiast zdaję sobie sprawę, że nie każdy chce grzebać w komponentach swojego sprzętu, a tym bardziej babrać się w smarze, który choć tani, to mimo wszystko dodaje kolejne koszty do przecież niedrogiej klawiatury.

Niemniej jednak HATOR należy pochwalić za poprawne przesmarowanie wszystkich stabów, bowiem gruby lubrykant znalazł się tam gdzie powinien (czyli głęboko, na krańcach drucików) i działa to chociażby w przypadku spacji naprawdę dobrze, pozbawiając tamtejszy stabilizator niechcianego brzmienia, co jeszcze uwydatnić można dokładając piankę dorzuconą w pakiecie z klawiaturą. Podoba mi się też coś, co odkryłem dopiero po otworzeniu obudowy – otóż Rockfall 3 TKL Wireless wspiera wymianę fabrycznych stabów, wciskanych do płytki montażowej, na takie przyczepiane lub wkręcane (clip-in i screw-in) do samej płytki drukowanej! Nie wiem co prawda czemu ktokolwiek miałby chcieć dokonać takiej modyfikacji, ale jeżeli miałby taką ochotę, to dostaje od producenta możliwość – super robota!

Przełączniki

Dawno tak się nie wczułem żeby dowiedzieć się kto produkuje przełączniki zamontowane fabrycznie w jakiejś klawiaturze. HATOR nie mówi nam jednak wprost kto stoi za Aurum Orange skrywającymi się pod nakładkami Rockfall 3 TKL Wireless, więc dla byłego kolekcjonera przełączników, jakim jestem, dziennikarskim obowiązkiem jest odkopać dla Was informację o producencie, jak trudne by to nie było. Przyznam, czasami jest to zwyczajnie niemożliwe i się po prostu poddaję, ale tutaj prędko złapałem trop. Otóż górna część obudowy jest dosyć charakterystycznie wyprofilowana z jednej ze stron, co pierwotnie uznałem za znak rozpoznawczy marki Gateron i ich świeższych switchy. Jak się jednak prędko okazało, spód obudowy kompletnie nie odpowiada żadnemu modelowi Gaterona, więc moja teoria była błędna. Zapytałem więc ludzi, którzy do tej pory siedzą w społeczności modderów przełączników i z identyfikowaniem switchy oraz manufaktur, z których te pochodzą, są na Ty. Dwie osoby nakierowały mnie na KaiHua, częściej określane jako Kailh, i fakt, że niektóre modele spod tego szyldu mają bardzo podobne oznaczenia i otwór na diodę LED na spodzie korpusu. Zweryfikowałem to i na podstawie wielu zdjęć w internecie, ale też moich własnych doświadczeń z tą marką, dochodzę do wniosku, że HATOR Aurum Orange dzierżone przez testowaną dzisiaj klawiaturę rzeczywiście mogą być produkcji KaiHua, lecz nie mogę być w stu procentach pewien. A wystarczyłoby nie udawać, że samemu się wszystko produkuje i po prostu podać informację w specyfikacji 😉

Zajmijmy się jednak sprawami ważnymi, a nie jakimiś tam producentami – bo tak koniec końców, komu do szczęścia taka wiedza potrzebna? Nie zmieni ona przecież fundamentalnych aspektów danego przełącznika, chyba że ktoś jest uprzedzony do którejś z manufaktur, ale wtedy pozostaje pogratulować płytkiego podejścia. HATOR Aurum Orange oferują coś, czego u konkurencji próżno szukać, a przynajmniej tej montowanej w klawiaturach pre-built – materiały. Górna część obudowy jest klasycznie z poliwęglanu, ale za to ta dolna z polioksymetylenu (POM), który przez błędne tłumaczenie jest w opisie na stronie producenta opisany ROM. Ponadto trzpień wykonano z plastiku POK, który swego czasu skradł serca entuzjastów przez wzgląd na swoje wyjątkowe brzmienie. Takie połączenie nie jest praktycznie nigdy spotykane w klawiaturach marketowych, a już tym bardziej tych niedrogich, za co czapki z głów – fajnie, że osoby chcące wydać nieco mniej na sprzęt mogą przebierać już nie tylko w klasycznym połączeniu PC/Nylon/POM, spotykanym w większości switchy OEMowych. Jakby tego było mało, to choć Aurum Orange aktywują się na progu 1,9 mm, a cały skok wynosi standardowe 4 milimetry, to rdzeń trzonu jest delikatnie wydłużony, w efekcie czego podczas bottom-out’u de facto to właśnie rdzeń uderza w spód obudowy, a nie cała powierzchnia dolna trzpienia, generując charakterystyczne stuknięcie, a także nieco inaczej dając się we znaki naszym palcom.

Sprężynka skrywana przez zamykające się na cztery małe zatrzaski (jak Cherry MX) pomarańczki HATORa też ma coś ciekawego do zaoferowania, gdyż została ona wydłużona do 19 mm. O ile jest to więc stosunkowo mało w porównaniu do niektórych konkurentów, to wciąż mamy tutaj do czynienia z realnym wydłużeniem względem standardowych 15 mm. Efektem takiego działania jest powstanie zjawiska pre-load, a w jego wyniku slow-curve. Szkoda przy tym, że specyfikacje są niepełne i zawierają wyłącznie wartość 50 gf, lecz producent nie zdradza nam zbytnio co ona reprezentuje. Na podstawie własnych testów, polegających na przyrównywaniu switchy do siebie, a także po prostu pisząc na HATOR Aurum Orange, dochodzę do konkluzji, że 50 gramów siły wymaga od nas aktywacja, zaś bottom-out odbywa się gdzieś w okolicach 60 gf, czyli nie tylko adekwatnie do przewidywań wynikających z typowego rozłożenia ciężaru przy wydłużonych sprężynach (bo z reguły bottom-out wymaga w nich właśnie 10 gramów więcej niż aktywacja), ale też idealnie pod moje palce. Jak więc możecie się spodziewać, pisało mi się na tych switchach doskonale, co bardzo pozytywnie wpływa na odbiór samej klawiatury. Bardzo lubię zjawisko slow-curve i w połączeniu z moim ulubionym wyważeniem (no, prawie ulubionym) sprawdza się to u mnie po prostu świetnie. Należy mieć jednak na uwadze, że Wasza preferencja może być zupełnie inna i możecie preferować cięższe lub lżejsze switche, a wówczas HATOR Rockfall 3 TKL z Aurum Orange nie będzie dla Was idealnym rozwiązaniem. Ja na przykład w grach wolałbym coś jeszcze cięższego, na przykład 75 gf, ale i tak grało mi się na tym sprzęcie dobrze.

Kilka słów chciałbym dodać też o płynności, albowiem ta jest tutaj na naprawdę dobrym poziomie, jak na liniowce MX style rzecz jasna. Producent osiągnął to za pomocą fabrycznego smarowania, w postaci oleistego lubrykantu. Znajdziemy go głównie na nóżkach dotykających metalowych styków, ale odrobinka jest też na ściankach bocznych, wchodzących w prowadnice w spodzie obudowy. Nie jest to poziom przełączników magnetycznych, ale jak na marketową klawiaturę pre-built za nieduże pieniądze serio jest dobrze. Warto też przemyśleć własnoręczne przesmarowanie, bo to fabryczne nie należy do najrówniejszych. Sama charakterystyka switcha to brak jakiegokolwiek punktu informującego nasze palce o przekroczeniu progu aktywacji, czyli linear. Spodoba się to szczególnie graczom, ale i do pisania nada się idealnie – oczywiście w zależności od preferencji, bowiem ja lubię pisać jak i grać i na liniowcach i na tactile, ale Wy możecie preferować jedne do jednego, a drugie do drugiego. Dopowiem też, że jeżeli z jakiegoś powodu nie będą Wam odpowiadać Aurum Orange, to HATOR zapewnił nam w Rockfall 3 TKL Wireless gniazda hot-swap, pozwalające na szybką podmiankę switchy. Ponadto wspierają one zarówno przełączniki 3-pinowe jak i te z dodatkowymi nóżkami, czyli 5-pinowe (a więc takie jak fabrycznie zamontowane pomarańczki). Dawno nie widziałem nowo wydanej klawiatury bez hot-swapa, ale lepiej o tym wspomnieć, bo wciąż takowe występują i wolę żebyście byli w pełni świadomi co kupujecie 😉

Brzmienie

Nie uwierzycie jak brzmi klawiatura pełna pianki – pianką. Lubię tak określać tę sygnaturę dźwiękową, albowiem nie ma obecnie lepszego sposobu na jej krótkie opisanie. HATOR Rockfall 3 TKL Wireless to klawiatura z plastiku, więc fale dźwiękowe mogłyby się tu naprawdę fajnie nieść we wnętrzu korpusu, ale albo zostają odbite przez piankę PORON na PCB, albo pochłonięte przez pozostałe dwie pianki i warstwę silikonu. Słychać natomiast, że obecność gęstych wygłuszaczy działa tutaj pozytywnie na basową część spektrum, albowiem to te częstotliwości zostają tutaj uwydatnione, zaś płytka z POM-u w interesujący sposób nadaje całości głębi. Należy też zaznaczyć, że nie jest to cichy sprzęt, ale też nie powinien on obudzić współlokatorów śpiących w innym pomieszczeniu. Ponadto stabilizatory nie przeszkadzają szczególnie w odbiorze, bo choć te dwa, o których wspomniałem w dedykowanej im sekcji, faktycznie wydają z siebie nie do końca pożądane odgłosy, to nie jest to na tyle ewidentne żeby znacząco psuło nam wrażenia z użytkowania. Całościowo nie przeszkadza mi brzmienie tej klawiatury, to znaczy byłem w stanie komfortowo z niej korzystać nawet ze zdjętymi słuchawkami, ale nie jest to też produkt, który trafia w moje preferencje na tej płaszczyźnie. Wiem jednak, że wielu osobom naprawdę podoba się takie głośne, wygłuszone przez kilka warstw pianki stukanie i to zdecydowanie do nich jest kierowany ten model.

Podświetlenie

Są kolorowe LED-y, jest zabawa. Albo raczej choinka bożonarodzeniowa, bo tylko do tego mogę porównać tęczowe podświetlenie skrywane pod każdym z klawiszy Rockfall 3 TKL. Lata mijają, a dla mnie nadal to zbędny bajer, ale skoro producenci wciąż montują diody SMD świecące w każdym kolorze tęczy w swoich klawiaturach, to ktoś tego musi chcieć. Przez kogoś mam na myśli rzecz jasna klientów, więc teraz posłuchajcie, drodzy klienci, co ma do zaoferowania ten model na płaszczyźnie oświetlenia. Diody są osadzone w orientacji północnej, a więc poprawnie podświetlają legendy na keycapach, ale powodują niepoprawne ustawienie switcha, co gryzie się w przypadku chęci wymiany keycapów na takie niższe – choć bądźmy szczerzy, kto niby będzie tak robił w sprzęcie z tego segmentu cenowego? Konfigurację przeprowadzimy rzecz jasna z poziomu oprogramowania, gdzie wybierzemy barwę, efekt wraz z szybkością animacji, a także jasność, albo kompletnie wygasimy lampki. Reprodukcja kolorów jest zaś dokładnie taka, jakiej można się spodziewać diodach RGB. Biel nie ma ze śniegiem nic wspólnego, to znaczy wylewa się z niej czerwień, dająca w efekcie brzydki odcień różu, a żółty należy przesunąć odrobinę w stronę pomarańczowego żeby nie zamienił się w limonkę. Pozostałe barwy, z trzema podstawowymi na czele, nie mają żadnych problemów i prezentują się doskonale. Jasność maksymalna też stoi na naprawdę wysokim poziomie, rozświetlając klawiaturę nawet w dobrze oświetlonym pomieszczeniu. Pomaga w tym też niewątpliwie prześwitująca płyta montażowa o mlecznym zabarwieniu, dzięki czemu dookoła klawiszy powstaje piękna poświata, tak jakby światło wręcz chciało się tamtędy wylać z urządzenia.

Oprogramowanie

Dawno nie spotkałem się z producentem, który zamiast tworzyć swoje własne oprogramowanie, decyduje się na wsparcie absolutnie najlepszego rozwiązania jakim jest QMK wraz z obsługą interfejsu VIA. HATOR prawdopodobnie oszczędził na tym parę dolarów, ale w zamian dostaliśmy najlepszą na planecie Ziemia aplikację do konfiguracji klawiatury – a więc wszyscy są zadowoleni. Co prawda wsparcie to dosyć dużo powiedziane, bo plik .json musimy dodać ręcznie do aplikacji po ówczesnym pobraniu go ze strony marki, ale mimo wszystko działa to poprawnie i po jednorazowym wgraniu raczej nie będziemy musieli później się już tym martwić – no chyba, że przeinstalujemy apkę albo podłączymy klawkę do innego komputera. VIA używać można też przez przeglądarkę, gdzie także będziemy zmuszeni wgrać odpowiedni plik, ale będzie to z pewnością wygodniejsze, bo nie jesteśmy zmuszeni do pobierania dodatkowego softu na komputer. Jeśli zaś chodzi o samą obsługę aplikacji, to ta pozwala nam zmienić działanie absolutnie każdego klawisza na w zasadzie dowolną funkcję, a w dodatku do dyspozycji dostajemy kilka warstw, na których możemy swobodnie operować. Pobawimy się tu też podświetleniem i makrami, a wszystko to przy przystępnym i banalnym w obsłudze interfejsie. Szkoda jedynie, że nie da się połączyć bezprzewodowo z software’m oraz z jakiegoś powodu Rockfall 3 TKL nie współgra z VIAL, czyli lepszą wersją VIA, ale to małe rzeczy, które niewielu z Was będą przeszkadzać, mimo że dla mnie są kluczowe.

Bezprzewodowość

Ogromnym zaskoczeniem okazał się dla mnie akumulator o pojemności 4000 mAh, skrywany przez obudowę HATOR Rockfall 3 TKL Wireless. Nie spodziewałem się bowiem, że tak tania klawiatura jest mi w stanie zaoferować tak długi czas pracy bez potrzeby podpinania kabla celem naładowania ogniwa. Zacznijmy jednak od początku – przedmiot dzisiejszej recenzji podłączymy do komputera zarówno przez kabel jak i bez niego – przez Bluetooth lub 2,4 GHz. Do tego drugiego wymagany jest adapter, który znajdziemy w slocie pod jedną z rozkładanych nóżek. Ponadto do przełączania trybu służy suwak na spodzie korpusu, który przyjemnie przeskakuje i niełatwo jest nim źle trafić, na przykład przeskoczyć przypadkiem z 2,4 GHz na BT, chcąc w rzeczywistości włączyć połączenie przewodowe (czyli to po środku). Rozpoczynając testy ustawiłem podświetlenie na maksa, naładowałem baterię do 100% i czekałem. I tak czekając, choć trafniej będzie powiedzieć używając klawiatury po kilka godzin dziennie, doczekałem się prawie dwutygodniowego okresu śmigania bez potrzeby doładowywania. Pamiętajcie przy tym, że korzystałem z urządzenia przez 2,4 GHz, które zapewnia lepsze opóźnienia (których swoją drogą nie byłem w stanie w ogóle odczuć i w gierki pykało mi się jak na przewodowej klawce), ale też większy pobór mocy – przez Bluetooth byłoby jeszcze dłużej. Producent deklaruje odświeżanie na poziomie 1000 Hz, więc tym bardziej dziwi mnie tak dobry wynik, sięgający prawie 14 dni (w sumie to zabrakło nieco ponad doby). To ogromny plus dla tych, którzy nie przepadają za kablami i chcieliby je ograniczyć na swoim stanowisku.

Ocena końcowa

HATOR Rockfall 3 TKL Wireless to budżetowa klawiatura z krwi i kości, co widać chociażby po funky profilu keycapów, nieidealnych nadrukach na nich (np. \|/ pod Backspace, gdzie ten zwykły slash jest tam kompletnie zbędny, bo przecież klawisz ten nie oferuje takiej funkcjonalności) czy całościowym wykonaniu. Kupuje mnie jednak wieloma cechami, których próżno szukać u konkurencji, a jak już to u droższej. Przede wszystkim cieszy mnie gładka i pewna praca przełączników, a także ich wyważenie i niski wobble. Nakładki są naprawdę wygodne i choć nie przypadają mi do gustu wizualnie, to z pewnością dla wielu osób będzie świetnym odejściem od standardowej formy klawiatur biurowych. Podświetlenie jest jasne, działanie bezprzewodowe oferuje świetne opóźnienia i absurdalnie długi czas pracy na jednym ładowaniu, a pianki i silikony wpływają na brzmienie konstrukcji tak, jak typowy klient w tych czasach tego oczekuje. Całość jest plastikowa i to czuć, ale poza kilkoma punktami, w których korpus się ugina (np. z całej siły naciskając palcami na krawędzie lub celowo wyginając obudowę w rękach), nie czuć tutaj tragicznego wykonania. Podwójnie rozkładane nóżki do regulacji kąta nachylenia i hot-swap to także miłe dodatki, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę cenę produktu. Jedynie do stabilizatorów mógłbym się realnie doczepić, bo te od nowości cykały (a dokładnie Backspace i Enter), a po dwóch tygodniach testów się to tylko pogarsza i powoli zaczyna dotykać też spacji – ale z drugiej strony poprawienie ich we własnym zakresie jest śmiesznie tanie.

Nie podoba mi się także podejście do tematu montażu uszczelkowego i wypełniaczy, o czym rozpisałem się w odpowiednich sekcjach. Wolałbym naprawdę żeby HATOR wydał coś innego niż każdy inny producent w tych czasach, na przykład zdecydował się na brak wypełnień i możliwość ich dokupienia osobno lub dorzucenia w osobnym pudełku – czy to naprawdę tak trudno zrealizować? Widać przecież, że cała konstrukcja Rockfall 3 TKL jest przemyślana pod kątem składania (śrubki schowane pod gumkami mocowanymi na wcisk to absolutny kocur), bo nie tylko możemy banalnie otworzyć obudowę, ale w środku widzimy też rozwiązania niespotykane u innych, takie jak inteligentne połączenie ze sobą PCB i płytki POM-owej czy obecność miejsc na stabilizatory montowane do płytki drukowanej. Kurcze, to serio mogła być doskonała baza pod modyfikacje i kustomizację dla kogoś, kto nie chce wydać dużo kasy na to peryferium.

No dobra, bo tak piszę o tej cenie, kosztach – a ile to faktycznie kosztuje? HATOR Rockfall 3 TKL Wireless u polskich dystrybutorów wychodzi około 389 złotych, choć czasami widywałem ją nawet za okolice trzech stówek. Dla niektórych kwota ta może się wydać spora, bo przecież nawet za 150 złotych jesteśmy w tych czasach w stanie kupić pożądny sprzęt, lecz będzie on znacznie bardziej ograniczony względem przedmiotu dzisiejszego testu. Za cztery stówy kupimy jednak też różnego rodzaju klawiatury magnetyczne, z tym, że utracimy w ich przypadku bezprzewodowość i ściągać musimy je z AliExpress. Koniec końców decyzja należy zatem do Was, czy wolicie zwykłe przełączniki i bezprzewodowość, czy możecie pozwolić sobie na ciągłe podłączenie kabla i dużo lepsze, przynajmniej pod kątem technologii, switche. Ja osobiście jestem w stanie polecić Rockfall 3 TKL Wireless, o ile spełnia ona rzecz jasna Wasze preferencje i podoba Wam się wizualnie jak i akustycznie, choć raczej poczekałbym raczej na jakieś okazje zbijające cenę do 300 złotych – bo wtedy staje się ona prawdziwie budżetowa. Nie ukrywam, że przez wzgląd na testowanie w tym roku masy magnetyków różnych marek brakowało mi tutaj Rapid Triggera i innych udogodnień Efektu Halla, ale po chwili przyzwyczajania korzystanie z Rockfall 3 TKL okazało się naprawdę satysfakcjonującym doznaniem, a granie na niej może i delikatnie ograniczało moją dokładność w CS2 oraz szybkość w osu!, lecz nie było to dla mnie na tyle zauważalne żebym musiał przerzucać się na coś innego w trakcie rozgrywki. Krótko mówiąc – bierzcie, o ile nie wolicie magnetyków.