Szybka recenzja Redragon K721 Stormhunter

Kolejny Redragon oznacza kolejną szybką recenzję. To znaczy chciałem napisać ten tekst w standardowej formie, ale już po kilku dniach testowania doszedłem do wniosku, że chcę bardziej poruszyć pojedyncze aspekty Redragon K721 Stormhunter niż analizować każdą jej cechę tak dogłębnie jak robię to zazwyczaj. Obiecuję natomiast, że następna recenzja sprzętu tej marki będzie zrealizowana w zwykłym formacie, albowiem jej gość jest na tyle ekscytujący, że zasłużył na takowy. Nie uważam przy tym, że Stormhunter nie jest ciekawym produktem – co to to nie. Mamy tu bowiem do czynienia z drugą klawiaturą magnetyczną w portfolio tegoż producenta. Poprzednio był to wariant 60%, a konkretnie Redragon K683WB-RGB FIDD, a dzisiaj przyszła pora na znacznie bardziej lubiany przez klientów rozmiar 75%. Bez zbędnego owijania w bawełnę przejdźmy zatem do faktycznej części – miłej lektury!

Redragon K721 Stormhunter

Walory estetyczne

Przedmiot dzisiejszego testu to istna kalka poprzednio sprawdzanego przeze mnie sprzętu marki z czerwonym smokiem w logo – Redragon K708 Flekact PRO. Nie wiem czy ma to na celu zoptymalizować koszta produkcyjne czy inżynierom aż tak spodobała się strona wizualna Flekacta, ale w mojej opinii jeśli popełniają oni już coś takiego, to powinni przynajmniej nazwać wariant magnetyczny tak samo, lecz dopisek PRO zamienić na HE. Tworzenie „nowego” modelu jedynie utrudnia przeglądanie zakresu produktów oferowanych przez Redragona i może wśród klientów wywołać zakłopotanie.

Obudowa występuje wyłącznie w jednym wariancie kolorystycznym, a jest to biel połączona z bladym burgundem. Ten drugi objawia się, poza keycapami rzecz jasna, w postaci paska jakby przedzielającego dwa białe elementy. Nie jest on jednak równomierny, gdyż co jakiś czas rozszerza się i zwęża, tworząc dosyć agresywną estetykę. Sam kształt obudowy jest obły, to znaczy wszystkie rogi są skrajnie zaokrąglone, zaś ramki ścięte pod łagodnym kątem. Uroku dodaje fakt pokolorowania nakładek nie na dwa, a trzy kolory – białe alfanumeryki, burgundowe modyfikatory i ciemnoszare akcenty. Moim zdaniem Backspace niepotrzebnie został wliczony tutaj w kategorię akcentów, ale przynajmniej tylda i pipe (\|) są białe – a zatem poprawnie, bo należą do alfanumeryków, a nie modów.

W prawym górnym rogu znajdziemy pokrętło do regulacji głośności, którego wciśnięcie po prostu wyciszy dźwięk w systemie. Szkoda, że nie zapauzuje utworu, chociaż miałem też poważniejszy problem, a mianowicie po zbyt częstych zmianach ustawień RT przestawało ono po prostu działać aż do momentu przywrócenia ustawień fabrycznych – może to być jednak kwestia stricte mojego egzemplarza. Zabrakło ekraniku, który przecież we Flekact PRO jak najbardziej jest obecny – może zatem dlatego producent uznał, że nie należy nazywać tych klawiatur tak samo? A jak o producencie mowa, to jego logo znajdziemy na froncie, wyśrodkowane i naniesione w kolorze białym na burgundowym tle, zaś z tyłu widnieje paskudny nadruk „READY FOR BATTLE”. Nie wiem po co tak się obnosić swoim logotypem, ale o ile to jeszcze bym zdzierżył, tak takie szpecenie tyłu nie ma dla mnie najmniejszego sensu. Warto też wspomnieć, że złącze USB-C nie znajduje się z tyłu, a na lewym boku – jak zresztą w większości klawiatur marki Redragon. Na spodzie nie znajdziemy nic ciekawego – zwyczajna płaska powierzchnia z tabliczką znamionową po środku.

Konstrukcja i ergonomia

Znajdują się natomiast na spodzie gumki antypoślizgowe, które stosunkowo dobrze utrzymują sprzęt w miejscu. Są tam także podwójne nóżki do regulacji kąta nachylenia. Domyślny wynosi 5°, ale możemy go podnieść do 8,5° lub 11,5°. Krańce rozkładanych nóżek są dodatkowo wyposażone w gumę, więc nawet po podwyższeniu profilu nie odczujemy negatywnych tego skutków w postaci ślizgania się klawiatury po biurku. Calutka obudowa wykonana została z tworzywa sztucznego, lecz płytka montażowa jest metalowa i to ona gra główne skrzypce, utrzymując sztywność na najwyższym poziomie. Przy celowym wyginaniu urządzenia w rękach zauważymy lekką elastyczność, ale nie jest to nic strasznego i nie należy się martwić, że Redragon K721 Stormhunter pęknie nam podczas eksploatacji. Nie słychać też żadnego skrzypienia czy strzelania, nawet w tak trudnych warunkach. Waga całości to około 820 gramów, zatem nie ma tragedii. Wysokość frontowa to z kolei 21 mm, a efektywna (od spodu do czubka switcha spacji) – około 25,5 mm. Nie jest to więc wysoka klawiatura, więc podpórka pod nadgarstki będzie zbędna.

Format to wspomniane przeze mnie wcześniej 75%, ale w wariancie exploded – wszystkie sekcje są zatem wydzielone za pomocą przerw. Rząd klawiszy funkcyjnych jest rozłożony poprawnie, bo nie ma tutaj klawisza F13, zatem pamięć mięśniowa przyzwyczajona do klasycznych klawiatur nie zostanie wystawiona na próbę. Enter jest niski, a lewy Shift długi, więc mamy do czynienia ze standardem ANSI w przypadku tych dwóch przycisków, natomiast prawy Shift został skrócony do 1.75u ze względu na konieczność wrzucenia strzałek po jego prawej stronie. Podobnie ucierpiały trzy klawisze ulokowane na prawo od spacji, które producent skrócił do 1u. Skutkuje to niezwykle częstymi miss-clickami, przynajmniej w moim przypadku, albowiem przyzwyczajony jestem do znacznie większego prawego Alta. Taki malutki jest dla mnie praktycznie aużywalny, przez co testowanie Stormhuntera było dla mnie znacznie utrudnione. Całe szczęście, że nie jest to 75% bez wydzielonych osobnych sekcji, bo wówczas pewnie po kilku dniach testów rzuciłbym nią po prostu o podłogę z irytacji spowodowanej brakiem komfortu. Zamiast tego dosyć szybko nauczyłem się jej użytkowania i moje palce dosyć dobrze radziły sobie z tym zadaniem, przy okazji korzystając z atutów posiadania fizycznych strzałek, kilku klawiszy nawigacyjnych oraz rzędu funkcyjnego – a to wszystko pod ręką. Nie podoba mi się natomiast takie rozwiązanie wizualnie i dużo bardziej przypada mi do gustu klasyczny TKL, który ma około jedną kolumnę więcej, więc nie zajmuje wcale więcej miejsca, a oferuje nie tylko ponadczasową estetykę, ale również atrakcyjny dla oka wygląd.

Otworzenie obudowy nie jest niczym trudnym, bo wystarczy odkręcić osiem śrubek Phillips widocznych od spodu. Wkręcone są one w plastikowe gwinty, więc potencjalnie mogą pęknąć po wielokrotnym wkręcaniu i wykręcaniu, ale nie widzę też powodów żeby zaglądać do wnętrza częściej niż raz. Przy otwieraniu trzeba zachować szczególną ostrożność żeby nie urwać tasiemki łączącej PCB z płytką-córką (ang. daughter-board), na której osadzony jest port USB, a przed dalszym buszowaniem w środku warto odłączyć ją od złącza. Wówczas możemy zagłębić się w świat wypełnień i gasket-mount’a. Widzicie, cały spód obudowy wyłożony został gęstą pianką w kolorze białym, taką samą jak ta, którą znajdziemy pomiędzy płytką montażową, a tą drukowaną. Mają one rzecz jasna na celu wygłuszyć część niepożądanych odgłosów, takich jak niosące się po plastikowym wnętrzu obudowy echo. Jest jednak druga strona tego kija, albowiem Redragon zdecydował się na implementację montażu uszczelkowego w recenzowanym modelu. Płytka montażowa wykonana prawdopodobnie ze stali spoczywa tutaj na pokrytych silikonem „skrzydełkach” odstających od reszty, dzięki czemu fale są w znacznym stopniu odseparowane od reszty obudowy, co z kolei skutkuje innymi doświadczeniami z użytkowania jak i akustyką niż w klawiaturach korzystających z tray mount’a. Nie uświadczymy tu jednak znacznego uginania, albowiem blokuje nas przed tym ilość napchanych pianek. Używając sporo siły damy radę ugiąć konstrukcję, ale podczas standardowego pisania czy grania fizycznie nie da się odczuć jakiegokolwiek flexu czy bounce’u. Jedyne co daje się we znaki to miękkość przy maksymalnym dociskaniu klawiszy.

Keycapy i stabilizatory

W ostatnim czasie zauważyłem ciekawą przemianę wśród producentów stricte kojarzonych z tanim sprzętem kupowanym na AliExpress. Znaczna większość klawiatur magnetycznych z kategorii tych budżetowych oferuje bowiem keycapy o profilu Cherry zamiast znacznie popularniejszego OEM. Taka zmiana jak najbardziej mnie rajcuje, bo jestem ogromnym fanem wisienkowego kształtu nakładek. Niestety, Redragon nadal nie podjął działań w tym kierunku i choć w niektórych ze swoich sprzętów montuje keycapy o bardziej egzotycznych profilach, to do Cherry jeszcze ewidentnie nie dał rady dotrzeć. Testowana dzisiaj K721 Stormhunter nudzi w tej materii, albowiem znajdziemy tu najzwyklejsze OEM-y, za którymi osobiście nie przepadam. Są one wysokie i cylindrycznie wyprofilowane, a każdy rząd ma swój odosobniony kształt celem zapewnienia ergonomii. Rogi zostały zaś zaokrąglone, co w mojej opinii prezentuje się dosyć brzydko w porównaniu do wiśniowego tworu niemieckiego producenta sprzed 40 lat.

Grubość ścianek bocznych jest w tym przypadku wręcz śmieszna, gdyż wynosi od 0,6 mm do 1,2 mm, w zależności od boku, który zmierzymy. Nie wiem czemu Redragon bierze nakładki od manufaktury, która nie potrafi nawet wykonać równych ścianek, ale obstawiam, że na rynku nie ma po prostu wysokiej jakości OEM-ów przez wzgląd na to do jakich klawiatur są one wrzucane. Grubość, a raczej cienkość, ta wynika też z jeszcze jednego aspektu – double-shot niedociągnięty do samego spodu konstrukcji nakładki. O ile samo użycie tej metody produkcyjnej zapewnia nadrukom wieczystość, albowiem stanowią one osobny kawałek plastiku, który przecież się nie zetrze, to jego warstwa skumulowana została wyłącznie przy górnej ściance keycapa, zamiast poprowadzić ją też do dołu. Praktyka ta jest częsta, czasem niektórym wychodzą też przy jej użyciu grube nakładki, ale tutaj ewidentnie marka Redragon chciała polecieć maksymalnie budżetowo i przymknęła oko na jakość.

Cieszy mnie natomiast, że pomimo obcowania z produktem gamingowym, a do tego niedrogim, nie uświadczymy tutaj prześwitujących nadruków. Zamiast tego czcionka jest bordowa na alfanumerykach i biała na modyfikatorach oraz akcentach. Można się kłócić, że ta pierwsza ciut światła przepuszcza, ale zauważyłem, że pochłania ona wszystkie kolory poza czerwonym. Niemniej jednak fajnie, że nawet jeżeli wyłączymy oświetlenie, to klawiatura wciąż będzie prezentować się porządnie. Szkoda przy tym, że sam krój pisma wybrany przez Redragona nie wygląda za dobrze. Literki są wyśrodkowane w górnej części i w zasadzie nie prezentowałyby się tak źle, gdyby nie te nieszczęsne, niedomknięte brzuszki. Dlaczego producent zdecydował się na taki zabieg pomimo zastosowania nieprześwitującej czcionki? Przecież takie R czy B wyglądają obrzydliwie z tymi przerwami! Modyfikatory także nie napawają optymizmem, gdyż są ogromne, niespójne i krzywe. „W” w „Win” jest znacznie grubsze od reszty, „C” w „Ctrl” cieńsze od reszty, a „PgUp” i „PgDn” bardziej zbite niż sąsiadujące nakładki. Idąc dalej, Backspace i Enter wizualizują strzałki, ale za to Shifty, Tabulator i CapsLock mają legendy tekstowe. Nie da się ukryć, nakładki te to jedno z najsłabszych ogniw całej Redragon K721 Stormhunter.

Celowo nie wspominałem do tej pory o materiale, bo Redragon uparcie nigdzie o nim nie wspomina. Pozostaje zatem założyć, że PBT nie ma tu prawie na pewno, a zamiast tego producent postawił na ABS. Tekstura jest natomiast stosunkowo chropowata – to znaczy palec ślizga się po niej, ale pod opuszkiem czuć nierówność tej powierzchni. Ciężko mi też jednoznacznie stwierdzić czy jest ona sucha jak PBT, czy mokra jak ABS – mamy tu coś po środku, więc kto wie czy fabryka nie użyła jakiejś mieszanki plastików. Zauważyć można także dodatkowe nadruki w kolorze szarym, co zdradza nam ich sposób wykonania – laserowe wypalanie. Można się zatem spodziewać, że prędko znikną one z powierzchni po częstym kontakcie z naszymi palcami, szczególnie jeśli ktoś ma oleiste dłonie. Nie czuć ich chociaż pod palcami tak jak pad-print, więc to akurat zaleta.

Coś dziwnego wydarzyło się w kwestii stabilizatorów. Dotychczas prawie wszystkie recenzje klawiatur napisane przeze mnie w 2025 i 2024 roku nie marudziły na jakość przesmarowania tych elementów, albowiem praktycznie wszyscy producenci nauczyli się wreszcie jak poprawnie zapewnić cichą pracę stabów. Niestety, choć Redragon potrafi zaoferować niedrogi sprzęt z idealnym brzmieniem klawiszy stabilizowanych, w przypadku testowanej dzisiaj Stormhunter coś poszło nie tak. Smar jesteśmy w stanie dostrzec na drucikach, w dodatku poprawnie rozlokowany, bo na krańcach, lecz mimo to aż trzy z czterech stabilizatorów klekoczą tutaj niepokojąco głośno. Jedyny przycisk, który dał radę wyjść z tego z twarzą, to spacja – przy jej wciskaniu nie usłyszymy prawie żadnego niepożądanego odgłosu. Prawie, bo jakiś tam cichutki szelest się znajdzie. Reszta niestety jednak tak głośno klekocze, że nie pozostaje nic innego jak wziąć sprawy w swoje ręce i przesmarować je we własnym zakresie, zgodnie z moim poradnikiem.

Przełączniki i brzmienie

Nie da się ukryć, że najważniejszą cechą Redragon K721 Stormhunter jest jej magnetyczność. Zapewniają to rzecz jasna przełączniki, w tym przypadku produkowane najprawdopodobniej przez Grain Gold, ale kluczową rolę odgrywają także sensory osadzone na PCB. Nie będę tutaj tłumaczył dokładnego działania zjawiska jakim jest Efekt Halla, więc jeżeli chcecie dowiedzieć się o nim więcej, to zachęcam do przeczytania sekcji „Przełączniki” w dowolnej z moich poprzednich recenzji klawiatury magnetycznej – na przykład Dark Project Gamma. Zaznaczę natomiast, że dzięki zastosowaniu takiej, a nie innej, technologii, przedmiot dzisiejszego tekstu gwarantuje naprawdę dobrą żywotność, którą mierzyć można w miliardach aktywacji, a do tego płynność pracy samych przełączników jest na absurdalnie wysokim poziomie i nie da się jej porównać do żadnego switcha na rynku działającego w oparciu o metalowe styki.

Redragon Pink Magnetic, choć nazwę tę sobie wymyśliłem, bo producent nigdzie nie zdradza jak chciałby żebyśmy nazywali zamontowane w Stormhunterze przełączniki, oferują budowę zbliżoną do MX style, a co za tym idzie obudowa zamyka się w nich na cztery małe zatrzaski. Nie dowiemy się znikąd o zastosowanych materiałach, lecz z łatwością dostrzeżemy dwie nóżki stabilizujące na spodzie, a także sporych rozmiarów otwór po środku. Wpływa on negatywnie na brzmienie i szczerze nie rozumiem dlaczego w 2025 roku tak wiele manufaktur zajmujących się produkcją switchy HE wciąż popełnia ten radykalny błąd. Trzpień zawiera magnes zatopiony w rdzeniu, a więc po środku, co oznacza kompatybilność klawiatury z innymi przełącznikami zbudowanymi podobnie do Gateron KS-20. Sprawdziłem to na przykładzie TTC Uranus eSports, GEON Raw HE oraz LEOBOG Wing Chun i wszystko śmigało perfekcyjnie – nawet bez kalibracji. Sprężynka znajdująca się wewnątrz nie jest w żaden sposób wydłużona, a ponadto Redragon nie informuje nas o jej wyważeniu w specyfikacjach. Bazując natomiast stricte na moich odczuciach jestem w stanie stwierdzić, że doprowadzenie trzonu do samego dołu następuje przy użyciu około 60 gramów siły. Mamy zatem do czynienia z średnio wyważonymi sprężynkami, które nie będą ani za ciężkie, ani za lekkie – prawie idealne pod moje palce, bo wolałbym jeszcze kilka gramów więcej (np. 65 gf).

Ze względu na tak pokaźną dziurę w spodniej obudowie, trzon nie ląduje na rdzeniu, a zamiast tego zderza się ze spodem całą swoją dolną powierzchnią. Generuje to bardzo miękkie wrażenie bottom-out’u, dodatkowo uwydatnione przez gasket-mount. Jeśli dorzucimy do tego jeszcze kwestię sprężyn, których wymagany nacisk agresywnie rośnie z każdym milimetrem wciśnięcia (bo nie występuje tu slow-curve), to w efekcie dostajemy naprawdę ciekawy przełącznik. Osobiście pisało mi się na Stormhunterze doskonale i byłbym w stanie używać tej klawiatury na co dzień. Podczas grania odczuwałem jednak ewidentny brak twardego impaktu, który jest mi potrzebny do efektywnego trafiania szybkich patternów w osu!. Z kolei przy CS2 odczuwałem efekty wolnych sprężyn, przez które nie byłem w stanie tak dokładnie trafiać counter-strafe’ów jak bym sobie to wymarzył.

Znaczący wpływ na wyniki w grach przy korzystaniu z klawiatury magnetycznej ma jednak cała sfera magnetyczna. Jasne, jeżeli Redragon K721 Stormhunter jest dla kogoś pierwszym magnetykiem w życiu, to prawdopodobnie nie będzie on tak wybredny w tej kwestii, ale ja mam za sobą naprawdę dużo sprzętów wykorzystujących Efekt Halla, przez co naturalnym jest dla mnie zauważanie niuansów. Tutaj mamy opcję ustawienia progu aktywacji w przedziale od 0,1 do 4 mm (co 0,1 mm), a więc na całej długości skoku użytych przez producenta przełączników. Czułość Rapid Trigger skonfigurujemy w mocno ograniczonym przedziale, bo od 0,1 mm do 2 mm, a dodatkowo w przeciwieństwie do wielu konkurencyjnych propozycji stopniować możemy go tylko co 0,1 mm. Nie oznacza to, że RT będzie działać tylko do połowy skoku – jest to bowiem wyłącznie jego czułość, czyli przy wciśnięciu do dołu trzpień będzie musiał przebyć 2 milimetry drogi (przy maksymalnym ustawieniu) zanim klawisz się aktywuje. Zauważyłem natomiast, że widniejące w oprogramowaniu wartości nie do końca pokrywają się z rzeczywistością – podczas grania w CS-a i trzymając Shift, klawisz ten potrafił deaktywować mi się przy ustawieniu powrotu na 0,3 mm, nawet gdy mój palec praktycznie nie ruszył się do góry. O ile jestem zatem w stanie uwierzyć, że nie występują tutaj dead zone’y, a aktywacja faktycznie może odbyć się nawet na tak absurdalnej wysokości jak 0,1 mm, to coś ewidentnie poszło nie tak z dokładnością działania sensorów. Może to też wynikać w pewnym stopniu z wobble, który akurat w tym przypadku jest relatywnie wysoki, szczególnie gdy porównamy go do konkurencji pokroju MCHOSE Ace 68 Pro.

Brzmieniowo jest dokładnie tak, jak można się spodziewać. Klawiatura pracuje stosunkowo cicho przez wzgląd na piankowe wypełnienia środka, a do tego same przełączniki nie mają jak wydawać z siebie głośnego stukania – otwory w obudowach i pełny skok znacząco się do tego przyczyniają. Balans utrzymują cieniutkie keycapy wyraźnie podgłaśniające fale generowane przez plastikową konstrukcję klawiatury, ale jest to miecz obusieczny – przez ich cienkość wita nas wysokie i zabawkowe wręcz zabarwienie dźwięku oferowanego przez Redragon K721 Stormhunter. Oliwy do ognia dolewają stabilizatory, które poza spacją brzmią po prostu brzydko. Swoją drogą, spacja jest niezwykle basowa i nawet mi się podoba ta jej wytłumiona charakterystyka. Szkoda, że cała reszta nie dowozi.

Podświetlenie i oprogramowanie

Redragon należy do grupy producentów za wszelką cenę wpychających estetykę gamingową do każdego swojego sprzętu. Jednym z podstawowych elementów takiego stylu są niewątpliwie świecidełka pod klawiszami. Tu także ich nie zabrakło – LED-y zamontowane w Stormhunterze są w stanie świecić w każdym kolorze tęczy, a skonfigurować możemy je w dedykowanym oprogramowaniu. Przez naturę zastosowanych keycapów najlepiej moim zdaniem prezentuje się czerwone oświetlenie, przy czym rzecz jasna nikt nikomu nie broni stosować innych barw. Należy mieć jednak na uwadze, że kolory takie jak biel (aka róż) czy żółć (aka limonka) nie będą prezentować się najlepiej z powodu użycia miernej jakości diod RGB. Ponadto sama jasność też nie należy do najwyższych, przy czym akurat w tej kwestii nie mam zastrzeżeń – gdyby światło było za mocne, to przebijałoby się brzydko przez powierzchnię keycapa, a tak to ładnie okala nakładki dookoła.

Software pobierzemy na stronie producenta i jest to aplikacja dedykowana konkretnie do modelu K721 Stormhunter. Szkoda, że Redragon nadal nie podjął jakichkolwiek działań w kierunku ustandaryzowania softa do swoich klawiatur – widocznie taka już specyfika budżetowych sprzętów. Z poziomu oprogramowania możemy przeprogramować działanie wszystkich klawiszy, za wyjątkiem FN i pokrętła (absurd!). Do tego jeśli korzystacie, jak ja, z Controla w miejscu CapsLocka, to konieczne będzie przebindowanie prawego Alta z RAlt na samo Alt – inaczej nie będzie działał on poprawnie. Czemu? Pojęcia zielonego nie mam. Apka pozwala też na skonfigurowanie możliwości zapewnionych przez Efekt Halla – punkt aktywacji, Rapid Trigger, DKS i MT, a także funkcje takie jak Toggle czy zwykłe makra. Klawiatura zapisuje wszystkie nasze ustawienia w pamięci wbudowanej i można ją później po prostu odinstalować, ale raczej tego nie zalecam, bowiem nie jesteśmy w stanie tworzyć profili, między którymi przełączymy się skrótem klawiszowym. Każdorazowe odpalenie gierki wiąże się zatem z koniecznością uruchomienia oprogramowania i ustawienia RT od nowa, no chyba że piszecie i gracie na tych samych ustawieniach.

Ocena końcowa

Jak wszyscy zapewne doskonale wiecie, wszystko w świecie peryferiów sprowadza się do ceny. Gdyby bowiem Redragon K721 Stormhunter oferowana była w zbyt wygórowanej kwocie, to w życiu bym jej nie polecił – jest przecież tyle wspaniałych opcji dostępnych na AliExpress, że szkoda byłoby kupować tak niekompletny produkt. Niemniej jednak producent podjął odpowiednie kroki w celu trafienia swoim magnetycznym sprzętem w rozmiarze 75% do potencjalnego polskiego klienta – zaoferował go w atrakcyjnych 299 złotych. Za takie pieniądze, szczególnie z polskiej dystrybucji, można wybaczyć jej naprawdę wiele. To też nie tak, że uważam Stormhuntera za beznadziejną klawiaturę – mamy tu bowiem do czynienia z gładkimi switchami magnetycznymi pozwalającymi nam liznąć trochę najwybitniejszych technologii do gier, takich jak Rapid Trigger. Ich dokładność nie będzie tak dobra jak u konkurencji, ale lepszy rydz niż nic. Wyglądowo przedmiot tego podsumowania wypada atrakcyjnie, przynajmniej w mojej opinii, a keycapy choć mogłyby być grubsze i oferować inny profil, to co do zasady są poprawne i spełniają swoją rolę. Miłym dodatkiem jest też pokrętło do regulacji głośności, choć u mnie miało ono lekkie problemy z działaniem.

Wypełnienia w środku są, więc piankowi fanatycy będą zadowoleni, a do tego konstrukcja pracuje w oparciu o gasket mount. Uginania nie uświadczymy zbyt wiele, ale pomimo użycia metalowej płytki montażowej dostajemy naprawdę miękki bottom-out. Słabo wypadły stabilizatory, gdyż producent przyoszczędził na ich jakości i nawet fabryczne smarowanie nie dało rady poprawić ich klekoczącej natury. Podświetlenie jest okej, choć dla wielu zapewne powinno być jaśniejsze – dla mnie jednak robi robotę i przy ostawieniu koloru czerwonego wspaniale współgra z resztą estetyki klawiatury. Oprogramowanie oferowane w postaci aplikacji instalowanej na komputerze to miła odskocznia od wpychania nam do gardła softów przeglądarkowych i także sprawuje się ono doskonale w swoim przeznaczeniu, pozwalając na wszystkie konfiguracje zapisywane w locie. Mogę zatem przyznać, że choć sam raczej wybrałbym w tym rozmiarze coś od konkurencji z chińskiego serwisu aukcyjnego, to jeżeli zależy Wam przede wszystkim na dostępności od ręki w polskich sklepach z elektroniką – Redragon K721 Stormhunter nie ma sobie równych, bo zwyczajnie w świecie nie ma w Polsce jakiejkolwiek propozycji konkurencyjnej. Jeśli możecie natomiast poczekać dłużej na przesyłkę i nie zależy Wam na fakturce, to MCHOSE Jet75 na papierze zdaje się być skrajnie lepszym materiałem na zakup, z tym, że oferuje zbity rozkład klawiszy i nie ma pokrętła.

Postscriptum

Dziękuję Wam wszystkim za śledzenie mojego bloga, czytanie recenzji i nawet zaglądanie na moje transmisje na żywo na Twitchu. Żeby zbudować trochę lepszą więź pomiędzy mną, a czytelnikami, postanowiłem założyć serwer Discord przeznaczony głównie do dzielenia się opiniami o artykułach, proponowania tematów, informowania o nowych publikacjach i po prostu rozmawiania o klawiaturach. Wiem, że jest w Polsce kilka serwerów o takiej tematyce, ale chciałbym żeby moja społeczność miała jakieś dedykowane miejsce, w którym może bez problemów dostać notyfikację o nowo opublikowanej recenzji i prędko napisać o niej kilka słów krytyki. Jeśli więc chcielibyście dołączyć, to link pozostawiam w tym odnośniku. Dzięki!