Czytając różnego rodzaju recenzje w sieci, oglądając filmy na YouTube lub nawet przeglądając serwery Discord o tematyce klawiaturowej, można natrafić na masę poleceń modelu MCHOSE Ace 68 i jej mniejszego brata – Ace 60. Jedni zwracają uwagę na rzekomo lepszą jakość wykonania od konkurencji, inni zachwycają się przełącznikami w niej oferowanymi, a jeszcze kolejni zwracają uwagę na wyjątkowo dobre opóźnienia. Jedno jest jednak pewne – mamy tu do czynienia z kolejnym budżetowym sprzętem magnetycznym, który zaskoczył odbiorców ilością funkcji i zalet upchanych w tak taniej formie. Grzechem byłoby zatem gdybym nie zdecydował się na przetestowanie tej klawiatury, tym bardziej jeśli staram się poruszyć temat wszystkich trendujących obecnie niedrogich magnetyków na rynku. Poprzednio miałem okazję sprawdzić trzy inne propozycje bezpośrednich konkurentów MCHOSE, spośród których tylko jedna nie przypadła mi do gustu. Czy więc Ace 68 będzie kolejnym produktem, który zrobi na mnie wrażenie?
Jak już na tę kategorię sprzętową przystało, serię Ace od MCHOSE kupić można w naprawdę wielu wariantach. Różnią się one przełącznikami, rozmiarem, kolorami, keycapami czy nawet specyfikacjami technicznymi. Dla mnie ważne było jednak sprawdzenie tej najwyższej opcji, żeby przekonać się o maksymalnych możliwościach tej marki. Może wydawać się to złudne, bo przecież MCHOSE nawet jak na świeżego gracza na rynku z pewnością jest w stanie zrobić dużo droższy i lepszy produkt, lecz mam tu na myśli top of the top budżetową klawkę, a nie bez ograniczeń budżetowych. Do testów wybrałem zatem wersję Ace 68 Pro na przełącznikach TTC Uranus z dopiskiem eSports, cokolwiek ma to oznaczać. Wyszło mnie to prawie dwa razy więcej niż przyjdzie nam zapłacić za wariant podstawowy, ale wciąż klawiaturka ta mieści się w ramach, które uznaję za budżetowe. Sprawdźmy zatem co ten jakże nahypowany produkt ma do zaoferowania. Zapraszam do lektury!

Opakowanie
Widując co jakiś czas pudełka produktów marki MCHOSE na półkach sklepów stacjonarnych z elektroniką przyzwyczaiłem się do ich stonowanej aparycji. Tutaj mamy jednak do czynienia z czymś zupełnie innym, albowiem cały front został przyozdobiony wzorem łączącym niebieski i fioletowy. Widnieje tam też logo producenta i nazwa modelu, ale nic poza tym. Na rewersie znajdziemy z kolei jeszcze mniej informacji, albowiem poza kilkoma krzaczkami nie ma tam w zasadzie nic. To już kolejny w ostatnim czasie przykład klawiatury, której opakowanie nic mi nie chce przekazać o produkcie, ale to nic złego – uważam wręcz, że im mniej uwagi marka przykłada do prezencji kartonu, tym więcej włoży w samo urządzenie.


Akcesoria
Wystarczy jednak otworzyć pudełko, a powita nas widok dużo bardziej ciekawy. Poza takimi banałami jak instrukcja obsługi czy warunki gwarancji, dostajemy też:
- biały (lub adekwatny do wybranego wariantu kolorystycznego) kabel w oplocie,
- pasek do przymocowania do obudowy, wzorowany na tym z Wooting 60HE,
- narzędzie switch i keycap puller w jednym,
- dwa gratisowe przełączniki.
Oplot na przewodzie jest naprawdę przyjemny, dosyć dobrze układa się na biurku, a w razie jakichkolwiek zagięć w miarę łatwo idzie go naprostować. Keycap puller jest druciany, a więc nie uszkodzi nakładek, zaś switch puller skutecznie wyciąga przełączniki z Ace 68. Dwa bonusowe switche są z kolei bardzo miłym dodatkiem, który chroni nas przed sytuacją, w której dowolny z tych zamontowanych w klawiaturze mógłby się uszkodzić – nie musimy wówczas szukać odpowiedniego modelu na sztuki, bo dwie mamy już w zapasie.

Wygląd
Po raz kolejny spotykamy się z ewidentnym nawiązaniem stylistycznym do Wooting 60HE, lecz tym razem nie jest ono tak oczywiste. Obudowa MCHOSE Ace 68 Pro opiewa w łagodne ścięcie na froncie (przyozdobione wygrawerowanym logotypem producenta, meh), które choć łudząco przypomina to z bestsellera holenderskiej marki, to w rzeczywistości nie jest niczym oryginalnym. Taki design można spotkać bowiem w klawiaturach już od dziesiątek lat – i nie bez powodu, bo faktycznie prezentuje się to naprawdę przyjemnie dla oka. Z profilu dostrzeżemy zaś płaską powierzchnię z delikatnym ścięciem u spodu, zaś górna ramka klawiatury jakby zachodzi za obrys, choć tylko odrobinę. Podobnie jest z tyłu, lecz tam zobaczyć można jeszcze złącze USB-C ukryte w płytkim wyżłobieniu. Nie jest ono też wyśrodkowane, a zamiast tego znajduje się blisko lewej krawędzi. Rzut z góry pozwoli nam ocenić grubość ramek, które akurat w tym przypadku są równe (za wyjątkiem tej przedniej, rzecz jasna) i w dodatku nie są jakoś przesadnie grube. Ogólnie rzecz biorąc MCHOSE Ace 68 Pro jest jedną z tych klawiatur gamingowych, które realnie byłbym w stanie mieć na biurku. Nie że mi się jakoś szczególnie podoba, ale jest dla mnie ona tak obojętna, że aż nie zwracałem na nią większej uwagi podczas testów – po prostu sobie była, egzystowała.

Jedyne co mnie naprawdę wnerwia w tych wszystkich niedrogich klawiaturkach magnetycznych to to usilne wpychanie uchwytu na montaż paska po lewej stronie obudowy. Przysięgam, że nikt nigdy nie poprosił o taki dodatek do klawiatury, a mimo to producenci z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu zgodnie uznali, że należy taki element implementować. Jakby tego było mało, to pasek w przypadku Ace 68 od MCHOSE jest czarny (pomimo wyboru białego wariantu) i o ile materiał jest fajnej jakości, to nadruk na nim brzmi „Young’s Choice”. Kim jest Young? Dlaczego wybrał tę klawiaturę? Czemu nie ma tu jakiejś śmiesznej grafiki albo choćby logo producenta? Dla mnie istny absurd i nie pojmę chyba nigdy czemu ktoś chciałby tak oszpecać swoją klawiaturę do grania. No chyba, że brakuje mu kiczu, bo mimo wszystko obcujemy z produktem gamingowym..
Przy zakupie mamy do wyboru znacznie mniej wariantów niż w przypadku chociażby AULA WIN68HE. Obudowa występuje w bieli i w czerni, zaś keycapy dopasowane są do niej kolorystycznie i albo są gładkie, albo topograficzne. MCHOSE ewidentnie nie popisało się w tej materii, lecz moim zdaniem to akurat nic złego. I tak ludzi najbardziej kręcą podstawowe wersje stylistyczne klawiatur, a jeśli ktoś naprawdę potrzebuje w swoim życiu trochę świrniętego urządzenia, to topograficzne nakładki niewątpliwie mu to zapewnią. Ja wybrałem na test wersję białą i co ważne zaznaczenia, odcień obudowy jest taki sam jak keycapów, zatem nie trzeba się martwić brzydkim brakiem zgrania.


Wykonanie i wnętrze
Plastik jak to plastik, ma to do siebie, że nie należy do najwytrzymalszych materiałów, z których wykonać można obudowę klawiatury. Niemniej jednak wielu producentów decyduje się na niego ze względu na przełożenie ceny na jakość – stąd też wynika decyzja MCHOSE, aby Ace 68 Pro zamknąć w tworzywie sztucznym. Jest to przecież sprzęt celujący w niski budżet, a zatem utrzymanie jak najniższych kosztów produkcyjnych nie jest niczym dziwnym. Jasne, coraz więcej marek decyduje się na metal nawet w przypadku tych tańszych magnetyków (za przykład weźmy chociażby MONSGEEK FUN60 czy MADLIONS MAD68HE), ale z jakiejś przyczyny firma stojąca za testowanym dzisiaj modelem nie wykonała żadnego wariantu z aluminium. Nie umniejsza to natomiast samej klawiaturze, albowiem plastik potrafi naprawdę przyjemnie brzmieć, a w dodatku jest bardziej przyjazny transportowaniu – klawiatura taka waży bowiem mniej, dzięki czemu bez problemu wrzucimy ją sobie do plecaka i zabierzemy na przykład na LAN-ówkę. Do tego w tym konkretnym przypadku zastosowane tworzywo jest naprawdę grube, a metalowa płyta montażowa wewnątrz usztywnia konstrukcję tak, że nawet przy celowym wyginaniu nie dostrzeżemy odkształceń czy niepożądanych odgłosów (jak skrzypienie czy strzelanie).
MCHOSE Ace 68 Pro w całości waży 775 gramów, co absolutnie nie wynika z samego użycia grubego plastiku czy metalowej płytki, ale w sporej mierze z wypełnień w środku, lecz wciąż jest to waga godna okrzyknięcia kompromisem pomiędzy wyznacznikiem jakościowego wykonania, a kompaktowości. No właśnie, a skoro o wypełnieniach, to sprawdźmy co w środku piszczy. Żeby dostać się do wnętrza Ace 68 należy odkręcić kilka śrubek ukrytych pod keycapami – rzecz jasna kompletnie losowo porozrzucanych, jak na tray mount przystało. Następnie wysuwamy plate+PCB assembly i naszym oczom ukazuje się ogromny kawał silikonu wypełniający calutki spód obudowy (i gwinty z plastiku – przy częstym otwieraniu mogą pęknąć). Podobnie jest z przerwą pomiędzy płytką drukowaną, a tą montażową – tam też producent umieścił warstwę silikonową, oczywiście w celu wytłumienia brzmienia. Żeby w ogóle odczepić PCB od reszty należy odkręcić kilka kolejnych śrub, znajdujących się tam w celu utrzymania płytki drukowanej w sztywno w miejscu. Nie znajdziemy w środku żadnych oznak prób zmiękczenia wrażeń z użytkowania, albowiem obcujemy tu z najzwyklejszym tray mount’em. Tak jak jednak pisałem w poprzednich recenzjach niedrogich sprzętów magnetycznych, może to i lepiej – wszelkie działania mające na celu zaimplementowanie tutaj gasket mount’a skończyłyby się znacznym zwiększeniem kosztów, a realnie nie przyniosłyby prawdopodobnie żadnych pozytywnych skutków, czy to akustycznie, czy feelingowo.


Ergonomia
Nie do ukrycia jest fakt, że gracze preferują mniejsze klawiatury. Coraz częściej widuje się modele 60% i 65%, a rynek tych tańszych propozycji zalany został tymi dwoma formatami. Ostatnimi czasy zdarza się też sporo klawiatur 75%, ale akurat ta dzisiaj testowana nie należy do tego grona. Zamiast tego MCHOSE zdecydowało się wydać swoją propozycję niedrogiego magnetyka w wersji Ace 60 oraz Ace 68, a co za tym idzie – w formatach sześćdziesiąt i sześćdziesiąt pięć procent. Ja na testy wybrałem ten drugi za sprawą.. no w zasadzie sam nie wiem czego, gdyż osobiście pałam żywą nienawiścią do rozmiarów 65% i 75%. Niemniej jednak zauważyłem podczas testów MAD68R i WIN68HE, że fizyczne strzałki potrafią mi się przydać choćby w osu!, więc i w przypadku klawki MCHOSE wybrałem taki właśnie format. Warto przy tym zaznaczyć, że jestem tak przyzwyczajony do układu jaki zaprogramowałem sobie we wszystkich moich klawkach 60-procentowych, że w praktyce bardzo często i tak wciskałem FN+WASD w celu wywołania strzałek. Jak więc widzicie, wszystko zależy od perspektywy, a może bardziej od przyzwyczajeń. Nie ma rzeczy, do których człowiek nie wyrobi sobie pamięci mięśniowej i jeśli boicie się przerzutki na mniejszą klawiaturę, to dajcie jej miesiąc albo dwa – dłonie i palce same się ich nauczą.
Jeśli zaś chodzi o układ, to Ace 68 oferuje długi lewy Shift i niski Enter, czyli takie zgodne z ANSI, ale za to prawy Shift został pomniejszony celem upchnięcia obok strzałek, podobnie jak modyfikatory na prawo od spacji – te mają po 1u zamiast klasycznych 1,25u. Najbardziej irytuje mnie w tym Alt, gdyż podczas użytkowania do szału doprowadzała mnie ilość missclicków, które z tego powodu popełniałem – po prostu jakaś masakra. Brakuje też jakiegokolwiek fizycznego oddzielenia sekcji strzałek od prawego Controla, na przykład w formie blockera – gdyby MCHOSE się na takowy zdecydowało, to mogłoby pozwolić sobie wtedy tylko na dwa klawisze, ale przynajmniej w poprawnej wielkości. Spód obudowy zdobi nie tylko tabliczka znamionowa z numerem seryjnym klawiatury, ale również cztery szare, podłużne gumki antypoślizgowe. Pomagają one, skutecznie, w utrzymaniu sprzętu w jednym miejscu – nie przesuwa się ona po biurku mimowolnie w absolutnie żadnym przypadku. Ponadto mamy opcję zwiększenia domyślnego kąta nachylenia z 6,5° do 8,5° i 13°, za pomocą rozkładanych nóżek. Podoba mi się, że producentowi chciało się implementować tutaj aż trzystopniową regulację, albowiem często w sprzętach o takim rozmiarze nie znajdziemy nawet dwustopniowej regulacji. Dodatkowo nóżki też są ogumowane na krańcach, a więc nie tracimy przyczepności po ich rozłożeniu – super!




Keycapy
Wspomniałem już wcześniej, że MCHOSE Ace 68 występuje w dwóch wersjach kolorystycznych, a przy tej okazji zaznaczyłem, że dostępne są również dwa warianty keycapów. Nie są to jednak różne kolorki, a styl przepuszczania światła z diod osadzonych na PCB. Domyślnie klawiatura ta oferuje najzwyklejsze, gładkie nakładki, lecz dla dodania jej nieco pazura możemy postawić na tak zwany topograficzny wariant. Nie polega on natomiast na tym co w MADLIONS MAD68R, gdzie linie topograficzne są wykonane metodą dye-sublimation. Tutaj producent wybrał double-shot i kreski zrobił po prostu prześwitujące. Zamysł jest naprawdę fajny i na papierze bardzo mi się podoba, bo tak jak generalnie nie przepadam za przekombinowanymi konceptami sprzętów gamingowych, od których aż bije energią kiczu, tak akurat w tym przypadku świecące się na wybrany przez nas kolor linie mogłyby wyglądać wyjątkowo przyjemnie. Zamiast tego musimy jednak żyć z faktem, że LED-y osadzone głęboko pod nakładką, bo na powierzchni płytki drukowanej (SMD), nie są w stanie rozświetlić tak równo całości keycapa. Dobrą metodą na poradzenie sobie z tym problemem byłoby niewątpliwie zaaplikowanie przezroczystych switchy, stąd też nie wiem czemu MCHOSE tego nie zrobiło.
Skoro górną powierzchnię nakładek zdobią linie topograficzne, to gdzie w takim razie ukryte zostały literki i inne nadruki? Otóż spotykamy się tu kolejny raz z tak zwanym „ninja print”, polegającym na ulokowaniu legend na froncie nakładki. Dzięki temu skierowane są one w naszym kierunku, a zatem jesteśmy w stanie łatwo je dostrzec siedząc przy biurku. Te również producent wykonał podwójnym wtryskiem – swoją drogą nie wiem czy nie jest to pierwszy raz gdy spotykam się z keycapami double-shot, których druga warstwa (tutaj ta prześwitująca) nie objawia się tylko na górnej powierzchni, ale też na bokach. Kreski widać też bowiem na bocznych ściankach. Co do zasady taki sposób wykonania nie powinien być trudny, więc w zasadzie dziwię się, że wcześniej niczego takiego nie spotkałem w klawiaturze. Dla przykładu sporo producentów decydujących się na dorzucenie dodatkowego nadruku na front nakładki, nanosi ją za pomocą tak zwanego pad-print’u. Znormalizujmy zatem double- i triple-shot do legend znajdujących się na przedniej ściance keycapa!


Producent tak skupił się na zalewaniu specyfikacji frazesami o opóźnieniach i częstotliwości próbkowania, że kompletnie zapomniał o poinformowaniu klientów o chyba najbardziej podstawowym aspekcie klawiatury – materiale, z którego wykonał keycapy. Dokopałem się jedynie do wzmianki, że te oferowane w wersji 60% są ABS-owe w najniższym wariancie i z PBT w pozostałych, ale na stronie dedykowanej Ace 68 Pro nigdzie nie znajdziemy choćby wzmianki na ten temat. Załóżmy natomiast, że są one rzeczywiście z tego drugiego plastiku, a więc oferują lepszą żywotność. Ich powierzchnia jest przy tym gładziutka, co dla wielu może być szokiem. O ile rzeczywiście część nakładek z PBT jest szorstka w dotyku, to wcale nie mówimy tu o żadnej zasadzie – dla przykładu praktycznie wszystkie zestawy retro są gładziutkie pod palcem (np. CRP czy JC Studio). Osobiście preferuję taką teksturę, bo choć jest ona gładka, to jest też charakterystycznie sucha, trochę jak proszek – palce dzięki temu nie ślizgają się po niej, a zamiast tego dobrze leżą. Personalnie nigdy nie poczułem żeby tak wykończone nakładki przegrały mi rundę w CS-a czy mapę w osu!.
Grubość ścianek bocznych zamontowanych na MCHOSE Ace 68 Pro nakładek wynosi 1,6 mm, czyli naprawdę sporo – więcej nawet od GMK, czyli swoistego standardu wśród entuzjastów. Jeśli zaś chodzi o profil, to kolejny raz spotykamy się w niedrogiej klawiaturze magnetycznej z Cherry – najwybitniejszym profilem jaki kiedykolwiek nam zaoferowano. Uważam tak, gdyż jego cylindryczne wykończenie powierzchni górnej wraz z ergonomicznie ukształtowanymi rzędami pozwala na niezwykle komfortowe użytkowanie klawiatury. Wysokościowo też przypada mi on bardziej do gustu niż znacznie popularniejszy OEM. Warto również wspomnieć, że MCHOSE nie zastosowało tutaj jakiejś imitacji wisienkowego profilu, zamiast tego maksymalnie upodabniając keycapy z Ace 68 do pierwowzoru. Jedyny problem jaki mam w tym przypadku to jak maleńkie są przerwy pomiędzy poszczególnymi nakładkami, przez co czasami ciężko było mi je zdjąć za pomocą drucianego keycap pullera – taki problem nie występuje w prawdziwym Cherry. Jestem jednak w stanie przymknąć na to oko, bo utrzymana została najważniejsza cecha, czyli wygoda płynąca z użytkowania takiego, a nie innego profilu.
Kilka słów przydałoby się jeszcze wspomnieć na temat samych nadruków i ich równości. Szczerze jestem pozytywnie zaskoczony jak ładnie i równo prezentują się wszystkie literki oraz napisy – nie byłem w stanie doszukać się jakichkolwiek niedoskonałości. Modyfikatory to natomiast inna historia, gdyż tam z jakiegoś powodu producent poszedł na całość z absurdami. Enter i Backspace reprezentują samotne ikony, Shifty to strzałka z napisem, a Tab, CapsLock i cały rząd dolny to same napisy.. Jakby tego było mało, Insert i Delete korzystają ze skróconych napisów (kolejno „Ins” i „Del”), ale za to PageUp i PageDown to napisane wielkimi literami „PG” w akompaniamencie umieszczonej za napisem strzałeczki w dół lub w górę. Nie wiem co pił projektant przy tworzeniu takiego designu, ale powinien zastanowić się nad efektami swojej pracy. Nie mogę też zdzierżyć tej kreski w przypadku Spacji – co ona takiego daje, że musiała koniecznie się tam znaleźć?

Stabilizatory
Bez zaskoczeń w kwestii stabów – MCHOSE postarało się i przesmarowało zamontowane na klipsy do płyty montażowej stabilizatory. Grubego smarowidła jest sporo i to dobrze rozprowadzonego, dzięki czemu druciki nie wydają żadnych klekoczących odgłosów. Robótka wygląda w dodatku na tyle dobrze, że nie spodziewałbym się konieczności poprawiania smarowania we własnym zakresie przez długi okres od zakupu. Cieszy mnie niezmiernie, że tak dopracowane stabilizatory są obecnie standardem i kupując dowolną klawiaturę prawie w ogóle nie musimy martwić się, że dostaniemy suche lub źle przesmarowane staby. I tak, przekopiowałem tę sekcję z innej recenzji, bo do szału doprowadza mnie już parafrazowanie tego samego w praktycznie każdej recenzji klawiatury. Staby stały się po prostu tak dobre w pre-builtach bez względu na budżet, że dopóki coś nie poszło nie tak (jak w Keychronach czy Dark Project Gamma), to w zasadzie nie ma sensu pisać tej sekcji od nowa.

Przełączniki
Męczy mnie też już powoli ciągłe powtarzanie na czym polega Hall Effect i jak działają przełączniki magnetyczne, więc od tej recenzji sobie to po prostu daruję. Jeżeli nie macie pojęcia o tej technologii, a chcielibyście czegoś się o niej dowiedzieć, to zapraszam do dowolnego z poprzednich tekstów o klawkach HE – w pierwszych akapitach sekcji Przełączniki znajdziecie tam dokładne wyjaśnienie jak klawiatura w ogóle jest w stanie zrozumieć, że magnes osadzony w trzpieniu przełącznika przesuwa się do dołu wraz z wciskaniem klawisza, a także jak przekłada się to na ich żywotność. Tutaj zaznaczę tylko, że nie ma obecnie na rynku sposobu na wykonanie wytrzymalszej klawiatury, albowiem jedyny ogranicznik to sensory na PCB, które jak to z elektroniką bywa – lubią po prostu paść, a także magnesy, które rozmagnesowują się setki lat. Kupując produkt taki jak MCHOSE Ace 68 Pro nie należy zatem martwić się o awaryjność, bo tu fizycznie nie ma co się popsuć przez lata użytkowania – a przynajmniej na poziomie switchy.
Zastosowane w testowanym przeze mnie modelu przełączniki to TTC Uranus eSports. Nie należy jednak mylić ich z TTC Magneto, które korzystają z kompletnie innego designu. Uranus są zamiast tego bardziej zbliżone do klasycznego MX style, a więc ich obudowa zamykana na cztery małe zatrzaski łudząco przypomina tę z niemieckich Cherry MX. Trzpień jest z kolei wyposażony w dodatkowe ścianki po bokach krzyżakowego montażu keycapa, co w teorii ma chronić wnętrze przed dostawaniem się do niego pyłów tudzież płynów, lecz w praktyce nie dowiedziono nigdy wpływu dust-proof na żywotność przełączników. Ścianki te nie odgrywają także roli w obniżaniu poziomu wobble, co przez lata było dosyć popularnym mitem i wciąż spotykam się z takimi stwierdzeniami w sieci. Realny wpływ na chybotanie się trzpienia mają wyłącznie tolerancje pomiędzy nim, a obudową. Akurat w przypadku TTC Uranus jest pod tym względem wybitnie, albowiem producent zadbał o wobble do takiego stopnia, że podczas użytkowania w zasadzie nie czuć jakichkolwiek przechyleń – trzon porusza się absurdalnie równo w dół i do góry. Zaryzykowałbym nawet stwierdzeniem, że są to jedne z najwybitniejszych switchy na rynku pod tym względem, a już na pewno oferują one najniższy wobble spośród wszystkich modeli HE jakie miałem okazję testować.
Gładkość to również jedna z mocniejszych stron zamontowanych w MCHOSE Ace 68 Pro przełączników. Nie da się ukryć, że w głównej mierze wynika to po prostu z zastosowania bezkontaktowej technologii aktywacji, eliminującej metalowe styki z wnętrza obudowy, lecz rolę odegrał tu także cieniutki smar o oleistej konsystencji. Został on rozprowadzony naprawdę równo i nie zauważyłem większych dysproporcji pomiędzy egzemplarzami, co niewątpliwie skutkuje w równej pracy wszystkich switchy w klawiaturze. Tarcia nie czuć w nich praktycznie w ogóle, co znacząco wpływa na odbiór całości – osobiście użytkowało mi się Ace 68 tak dobrze z powodu płynności i niskiego wobble, że nie mogłem się od niej oderwać nawet po standardowych dwóch tygodniach testów. Ba, pomimo posiadania przeze mnie naprawdę świetnego produktu jakim jest GEON.WORKS F2-84 zbudowany na Venom87HE i GEON Raw HE, do gierek znacznie częściej wykorzystywałem przedmiot dzisiejszej recenzji właśnie. Czysto teoretycznie mógłbym przecież wykorzystać do tego zadania dosłownie wszystkie inne magnetyki, które mam obecnie w domu i wciąż czekają na przetestowanie, lecz jakoś tak z tego modelu korzystało mi się po prostu najprzyjemniej i nie wyobrażałem sobie odpalenia osu! albo CS2 bez MCHOSE Ace 68 Pro na biurku.

TTC Uranus wybrałem zamiast innego wariantu od tej marki o tej samej nazwie, ale bez dopisku eSports. Dostępne były też propozycje innych producentów, takie jak KTEK Magnetic Switch MAX czy LEOBOG Ice Rhino, ale najbardziej chciałem sprawdzić co TTC stworzyło ciekawego w formie magnetycznej, gdyż zapamiętałem tę markę jako świetnego producenta zwykłych przełączników. Wariant eSports różni się od Standard nie tylko kolorem trzonu, ale też wyważeniem sprężyny. Ta ma długość 20 mm, więc nie ma mowy o slow-curve, i wymaga 35 gramów siły na samym początku oraz około 55 gf do doprowadzenia trzonu do samego dołu – przy czym oceniam to wyłącznie na podstawie moich odczuć, gdyż żadna specyfikacja nam tego nie podaje. W teorii takie przełączniki powinny być dla moich palców za lekkie, lecz z jakiegoś powodu korzystało mi się z nich zaskakująco dobrze – nie popełniałem wielu literówek, a w grach byłem w stanie wykorzystać potencjał tej lekkości poprzez szybsze wciskanie i mniejsze zmęczenie palców. Podejrzewam, że znaczącą rolę odegrał tu niski wobble, bo podobnie miałem w przypadku AULA WIN68HE, gdzie sprężyny też były stosunkowo lekkie, a mimo to użytkowało mi się tamtejszych przełączników wybitnie dobrze.
Producent nigdzie nie wspomina o materiałach użytych do wyprodukowania poszczególnych części. TTC Uranus są co do zasady long-pole, albowiem skok zredukowany został tutaj do 3,4 mm, lecz ich rdzeń wydłuża po prostu magnes wtopiony w plastik (prawdopodobnie POM). Przy dociskaniu klawisza do samego dołu trzpień ląduje na tymże rdzeniu, uderzając nim o spód najprawdopodobniej nylonowej obudowy – zamkniętej od spodu, bez żadnego otworu rujnującego brzmienie. Co natomiast niezwykle ciekawe, znaleźć możemy dwie maciupkie dziurki, które Bóg wie do czego mają służyć. Są tam też dwie plastikowe nóżki, których rolą jest utrzymanie przełącznika równo w płytce drukowanej, powstrzymując go przed mimowolnym obracaniem wokół własnej osi. Znajdziemy tu też mleczny dyfuzor podświetlenia ładnie rozprowadzający podświetlenie wydobywające się z diod przylutowanych do PCB. Najciekawiej jest jednak w środku, albowiem to tam zobaczymy nietypowy design prowadnic trzonu. Można to chyba nazwać dual-rail, czyli tak jak robi to Gateron – jaki ma to jednak realny wpływ na pracę przełącznika? W zasadzie to nie wiem. Czysto teoretycznie może pomagać to z utrzymaniem tak niskiego poziomu wobble, a także zapewniać dużo lepszą płynność pracy. Niemniej jednak choć operujemy tu wyłącznie na spekulacjach, wygląda to na tyle interesująco, że chciałem o tym wspomnieć.
Technologia Hall Effect pozwala na znacznie uwydatnienie naszych zdolności w grach, poprzez funkcje pozytywnie wpływające na sposób w jaki korzystamy z klawiatury. Przede wszystkim mowa o konfigurowalnym progu aktywacji, który w tym modelu ustawić możemy w przedziale [.] do 3,4 mm – akurat takim, gdyż same przełączniki mają skok ograniczony do tylu milimetrów z powodu wydłużonego trzpienia. Możemy też kompletnie wyeliminować ten próg poprzez uruchomienie Rapid Trigger. Wówczas każdy ruch do dołu będzie interpretowany jako aktywacja, a każdy do góry jako deaktywacja. Z poziomu oprogramowania istnieje opcja ustawienia buforu pomiędzy tymi akcjami, a także ustalenia od którego milimetra (z dokładnością do 0,01 mm) funkcja ma w ogóle zacząć działać. Osobiście korzystałem z RT w osu! na ustawieniach 0,1 mm progu działania, 0,01 mm ruchu w dół celem aktywacji oraz 0,15 mm ruchu w górę do deaktywacji, zaś w CS2 były to kolejno 0,1 mm, 0,1 mm i 0,25 mm. Taka konfiguracja pozwoliła mi na doskonałe trafianie szybkich streamów i burstów w tej pierwszej produkcji oraz bezbłędnego counter-strafe’owanie w tej drugiej. Jeżeli ktoś powie Wam kiedyś, że nie potrzebujecie klawiatury z Rapid Triggerem do grania, to przyznajcie mu rację – ale poprawcie go też, że RT tak upraszcza niektóre akcje, że po jednorazowym spróbowaniu klawiatury z tą funkcjonalnością nigdy nie będziecie chcieli już wracać do zwykłych, opartych na metalowych stykach przełączników. Osobiście tak nauczyłem swoje palce korzystania z RT w grach, że obecnie nie jestem w stanie rozegrać pełnego meczu na normalnej klawce – po prostu czuję się jak ślimak.
MCHOSE Ace 68 Pro daje nam też prosty sposób na oszukiwanie w FPS-ach, czyli Rappy Snappy/SOCD, z którego i tak nie skorzystamy w żadnej szanującej się produkcji. Dostajemy także DKS pozwalający na ustawienie kilku akcji pod jednym klawiszem, na różnych wysokościach wciśnięcia – przydaje się to zarówno do gier (lekkie wciśnięcie to chód, mocniejsze to bieg itp.), jak i do codziennego użytkowania (Control przy lekkim, Caps Lock przy mocnym itp.). Ogólnie rzecz biorąc testowany dzisiaj produkt dał mi takie pole do popisu w normalnej, codziennej pracy przy komputerze, że przez większość czasu nawet nie podmieniałem go na inną klawiaturę. Mogąc ustawić sobie próg aktywacji byłem w stanie dopasować ją tak, aby nie przeszkadzała mi natura zamontowanych tutaj sprężynek, a dodatkowe funkcje znacznie upraszczały wywoływanie akcji, do których normalnie potrzebowałbym osobnego klawisza – a mówimy tu o formacie 65%, czyli takim wyraźnie ograniczonym.

Wiem czego się teraz spodziewacie – totalnej jazdy po tym jak ludzie podchodzą do tematu opóźnień i jak potrafią demonizować klawiatury tylko dlatego, że nie mają one w testach laboratoryjnych niskich cyferek albo wysokiego odświeżania. Nie wydarzy się to jednak w tym tekście, albowiem MCHOSE Ace 68 Pro faktycznie oferuje naprawdę dobre jak na swój budżet liczby! Według koreańskiego twórcy znanego pod pseudonimem EyeJoker, albo raczej przeprowadzonych przez niego testów, przedmiot tej recenzji nie tylko jest w stanie pracować w miarę zgodnie z zapewnioną przez producenta deklaracją o 8000 Hz częstotliwości próbkowania (test wykazał 5100 Hz), to jeszcze same w sobie opóźnienia i dead zone’y wypadają naprawdę nieźle. W zasadzie sprzęt ten osiągnął takie wyniki, że wspomniany YouTuber był w stanie odznaczyć go drugą najwyższą możliwą notą w jego bazie danych. Pamiętacie pewnie jednak, że FUN60 też wypadła dobrze w tych testach, a w praktyce narzekałem na nią niemiłosiernie. Jak więc wygląda to w przypadku Ace 68 Pro i czy dobre opóźnienia przekładają się na dobre osiągi w grach?
Okazuje się, że tak. Podczas grania wyraźnie czułem, że klawiatura w ogóle mnie nie ogranicza. To prawda, w osu! pewne mapy zmuszały mnie do zmiany offsetu tak, abym w ogóle był w stanie nadążać, ale tak dzieje się głównie z powodu mojej reakcji, a nie samego sprzętu. Znacznie większą rolę odegrały tutaj natomiast przełączniki, albowiem to te są dosyć dobrze wyważone i mają absurdalnie niski wobble, dzięki czemu korzystało mi się z nich po prostu dobrze. Dla mnie, zwyczajnego gracza, a nie żadnego pro-player’a, ważniejszy jest komfort niż jakieś tam cyferki. Jeśli jednak na danym modelu gra mi się tak dobrze, to ewidentnie musi wynikać to z czegoś jeszcze – wątpię bowiem, że odczułbym różnicę względem Ace 68 Pro, a WIN68HE, skoro obydwie te klawki mają w zasadzie tak samo niski wobble i praktycznie identyczne sprężyny – a mimo to mam wrażenie, że na produkcie od MCHOSE grało mi się lepiej. Jeśli zatem zawdzięczamy to opóźnieniom, to czapki z głów – marka stojąca za gościem tego tekstu ewidentnie się postarała i zapewniła to, co powinna.
Przez wzgląd na magnetyczność, MCHOSE Ace 68 Pro naturalnie oferuje hot-swap. Sprawdziłem zatem czy śmigają w niej inne z przełączników HE, które wciąż mam w domu – bazując na przykładzie LEOBOG Wing Chun i GEON Raw HE dochodzę do wniosku, że włożycie tu bez problemu każdy switch korzystający z Efektu Halla, o ile ma on magnes po środku i rozmiarem mieści się w specyfikacji MX (czyli wszystkie TTC, Gaterony, Grain Gold itp.). Warto przed używaniem skalibrować sobie klawiaturę w sofcie, ale osobiście nie doświadczyłem żadnych nieprzyjemności od razu po podmiance frabrycznie umieszczonych tutaj TTC Uranus eSports.

Brzmienie
Wiecie już z poprzednich sekcji, że wnętrze MCHOSE Ace 68 Pro wypełnione jest po brzegi silikonem. Wpływa to na ciężar konstrukcji, gdyż w przeciwieństwie do pianki, silikon jest materiałem bardzo gęstym, a w efekcie ciężkim. O ile zwiększanie ciężaru w klawiaturze celującej raczej w kompaktowość uważam za kwestię spornie pozytywną, tak do sposobu działania wypełnień na brzmienie podchodzę raczej wyłącznie negatywnie. Zdarzy mi się pójść na kompromis i stwierdzić, że bez pianek byłoby jeszcze gorzej, ale w przypadku testowanego dzisiaj modelu sprawdziłem jak całość brzmi bez silikonu i byłem naprawdę zaskoczony. Usunięcie go ze środka i pozostawienie masy pustej przestrzeni dla niosących się fal dźwiękowych momentalnie sprawiło, że ze standardowo brzmiącej klawiatury Ace 68 przerodziła się w prawdziwego potwora – każde wciśnięcie wiązało się z absurdalnie głośnym stuknięciem, a przy moim stylu grania opiewającym w mocne uderzanie w klawisze dźwięk był nie do zniesienia przez domowników (a w zasadzie jednego – moją partnerkę). Niemniej jednak podoba mi się taki styl brzmienia, bowiem do czynienia mamy wówczas z ładnie basowym stukaniem, któremu towarzyszy przyjemne dla moich uszu echo. Pomaga w tym niewątpliwie fakt, że przełączniki nie mają otwartych spodów, a więc też brzmią znacznie ładniej. Niskie i grube keycapy sprawiają z kolei, że część fal dźwiękowych jest tłumionych, ale akurat te niskie częstotliwości niosą się jak oszalałe.
Warto natomiast wspomnieć, że na co dzień i tak korzystałem z Ace 68 Pro w konfiguracji wypełnionej fabrycznymi wygłuszaczami. Widzicie, mam takie dziwne podejście, że o ile pałam żywą nienawiścią do pianki, to silikon jeszcze jakoś zdzierżę – tym bardziej jeżeli ma on jakkolwiek pozytywny wpływ na brzmienie. Tutaj co prawda bardziej podoba mi się barwa oferowana przez klawiaturę pustą w środku, ale ta głośność nie pozwalała mi na grę w osu! późnymi porami – walenie słyszalne było bowiem nawet przez ściany, więc kobieta irytowała się, że nie może spać. Nie da się natomiast ukryć, że nawet z wypełnieniami obcujemy ze stosunkowo głośnym sprzętem, szczególnie w porównaniu do alternatywnych propozycji. Myślę, że spore znaczenie ma tu po prostu zastosowanie switchy long-pole, których brzmienie naturalnie jest głośniejsze – a tym bardziej, gdy lądowanie odbywa się na metalowym magnesie, a nie plastikowym rdzeniu trzonu. Nie będę zatem beształ Ace 68 za korzystanie z wypełnień, bo tak jak ich co do zasady nienawidzę, tak jestem w stanie zrozumieć dlaczego ktokolwiek miałby się na nie zdecydować – chodzi po prostu o komfort, bowiem nie każdy może sobie pozwolić na tak głośne urządzenie. A jeżeli ktoś może i woli brzmienie bez silikonu, to przecież wyrzucenie go z obudowy zajmuje pięć minut.
O stabach nie ma co wspominać, bo mają osobną sekcję. Jak z niej wiecie, są doskonałe. Koniec tematu. Istnieją jednak inne metalowe elementy w klawiaturze, które mogą wydawać z siebie niepożądane odgłosy. Sprężynki zamontowane w TTC Uranus eSports rzeczywiście rezonują, ale tak cicho, że nie usłyszymy tego przy normalnym użytkowaniu. Wydaje mi się, że producent nasmarował je jakimś olejem, w wyniku czego głośność pingowania jest zredukowana do tak niskiego poziomu.
Podświetlenie
Bla bla, gamingowa klawiatura musi mieć światełka. Powtarzam to za każdym razem, bo serio uważam, że nikt inny niż gracze nie potrzebuje lampek choinkowych skrywających się w ich sprzęcie. Tutaj się one znalazły i oferują wszystkie kolory tęczy, choć ja przez okres trwania testów korzystałem z nich wyłącznie w trybie cyjanowym, statycznym – w ten sposób moim zdaniem klawiatura komponuje się najlepiej, albowiem do zimnej bieli najlepiej w moich oczach pasuje równie chłodny, lodowaty wręcz niebieski. Macie natomiast pełne pole do popisu i jeśli wybierzecie na przykład żółty albo biały to Waszym oczom ukaże się coś w miarę zbliżonego do realizmu – to znaczy ten pierwszy zawiera ciutkę za dużo zielonego, w wyniku czego bardziej przypomina limonkę. Biel z kolei wypada podobnie do konkurencji, bo wyraźnie wybija się z niej jedna z barw podstawowych, a konkretnie czerwień, malująca całość na różowo. Warto także wspomnieć, że przez frontowe nadruki na keycapach, LED-y ulokowano w orientacji południowej, czyli tej poprawnej – dzięki temu nie dojdzie też do interferencji niskiego keycapa Cherry z obudową przełącznika.
Największą uwagę przykuwa jednak jasność podświetlenia. Lampki w MCHOSE Ace 68 Pro nie są w stanie wyemitować wystarczająco dużo światła żeby rozświetlić równo wszystkie kreski topograficzne w keycapach. Skutkuje to niezbyt ładnym widokiem, bo jedna z kluczowych cech wizualnych tego wariantu traci swoją wyrazistość. Moim zdaniem producent powinien postawić na przełączniki z prześwitującymi obudowami, gdyż ewidentnie same dyfuzory sobie nie radzą. No albo można po prostu zainstalować jaśniejsze diody, lecz to w mojej opinii nie rozwiązałoby problemu, a zaledwie uwydatniłoby punktowość podświetlenia.




Oprogramowanie
Kolejny producent podąża za trendem i software oferuje wyłącznie w formie przeglądarkowej. Nie dokopałem się do żadnej aplikacji od MCHOSE z możliwością pobrania na komputer, więc przez całe testy byłem zmuszony do korzystania z osobnej przeglądarki – Firefox nie obsługuje bowiem żadnych softów wymagających połączenia urządzenia HID. Ponadto zmuszony byłem do wyłączania VPN’a, albowiem w przeciwnym wypadku strona obsługująca oprogramowanie się nie ładowała. Przebolałem jednak te wady, a było po co, bo co do zasady software jest w tym przypadku naprawdę udany. Musimy za każdym razem zmienić w nim język na angielski, ale gdy już to zrobimy, naszym oczom ukaże się bardzo przystępny interfejs oferujący wszystkie funkcje jakie możemy sobie zażyczyć w klawiaturze. Skonfigurujemy działanie wszystkich klawiszy, w tym FN, na wielu warstwach, ustawimy animacje, kolor czy jasność podświetlenia, nagramy makra, a do tego rzecz jasna pobawimy się wszelkimi możliwościami zapewnionymi przez magnetyczną naturę MCHOSE Ace 68 Pro.
Przede wszystkim skonfigurujemy próg aktywacji i ustawimy działanie Rapid Triggera, a co ciekawe – oprogramowanie pozwala nam także wybrać z jakiego dokładnie przełącznika korzysta nasz wariant, aby bez konieczności kalibracji klawiatura funkcjonowała poprawnie. Oczywiście lista jest ograniczona, ale sam fakt jej obecności jest bardzo ciekawy. Zmienimy tu także dead-zone, nawet do zera. Mamy również do dyspozycji następujące funkcje: Rappy Snappy, SOCD, DKS, Hold/Tap i Toggle. Nie zabraknie więc niczego, poza rzecz jasna działaniem analogowym, symulującym pada – przyzwyczailiśmy się chyba jednak do tego, bo zdecydowanie zbyt małe grono graczy korzysta z tej części funkcjonalności klawiatur magnetycznych. Ostatnia zakładka pozwoli na zaktualizowanie firmware, a przedostatnia daje opcję przestawienia odświeżania z 1000 Hz na 8000 Hz lub uruchomienie ekstremalnego trybu dokładności czy adaptatywnej kalibracji.
Zabrakło oczywiście najważniejszego, czyli przełączania między profilami z poziomu klawiatury. O ile profile możemy, dzięki Bogu, utworzyć, nazwać i eksportować, to niestety żeby się między nimi przełączać, MCHOSE zmusza nas za każdym razem uruchomić oprogramowanie. Chodzi mi zwyczajnie o wygodę użytkowania, bo gdybym miał rzeczywiście dopłacać do dużo droższej klawiatury magnetycznej to zrobiłbym to wyłącznie z powodu oferowania przez te wyższe modele opcji przypisania do konkretnych klawiszy funkcji zmiany profilu z jednego na drugi. Nie lubię uruchamiać przeglądarki, w dodatku innej niż moja główna, i ładować się do strony internetowej przed meczem w CS-ie tylko po to żeby przełączyć klawiaturę w tryb gamingowy. Lepsze natomiast to niż gdyby profili nie było wcale. To by była dopiero jazda!








Ocena końcowa
MCHOSE Ace 68 Pro zaskoczyła mnie na kilku płaszczyznach, a zawiodła tylko na jednej. Oferuje ona bowiem bardzo dobrą jakość wykonania jak na produkt plastikowy, nakładki wyprodukowane najwytrzymalszymi metodami i w wygodnym profilu, przełączniki z praktycznie zerowym wobble i prawie adekwatnym dla moich palców wyważeniem, masę funkcjonalności z rzekomo dobrymi opóźnieniami i dokładnością, a także ciche staby. Plusem dla wielu będzie także zawarcie przez producenta silikonu w środku i jego wpływ na akustykę, a mi ponadto spodobał się sam aspekt wizualny testowanego dzisiaj sprzętu, za wyjątkiem paska przy lewej krawędzi. Podświetlenie nie do końca sobie radzi, ale osobiście nie zwracam na to uwagi. Jedyne co poważnie mnie zirytowało to całościowe wykonanie oprogramowania, które nie tylko działa wyłącznie w przeglądarce, ale do tego nie oferuje opcji ustawienia przełączania profili z poziomu samego urządzenia.
Na żadnej z tanich klawiatur magnetycznych, które dotychczas przetestowałem, nie grało mi się tak dobrze jak na Ace 68 Pro. Nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić czy wynika to wyłącznie z niskiego wobble, czy być może maczały w tym palce również opóźnienia, ale jedno jest pewne – mogę bez żadnych skrupułów polecić każdemu ten produkt, albowiem komfort jaki mi on zapewnił był nieziemski. Propozycje MADLIONS i AULA były blisko ideału, ale czegoś tam im brakowało – pod kątem suchego performance’u MCHOSE Ace 68 wciąga je jednak nosem i podobnie do konkurencji występuje zarówno w wersji 65% jak i tej mniejszej. Każdy może zatem wybrać coś dla siebie. Osobiście stroniłbym natomiast od wybierania podstawowego wariantu i raczej celowałbym w te wyższe, z dopiskiem Pro, ale co zrobicie to już Wasza decyzja. Cenowo prezentuje się to naprawdę dobrze, albowiem za wersję z tej recenzji przyjdzie Wam zapłacić około 290 złotych, a za najniższy oferowany jakieś 170 zł. Pamiętajcie też, że na AliExpress co chwila trafiają się jakieś promki z kuponami, które pozwolą jeszcze bardziej obniżyć tę cenę – a nie ukrywajmy, za takie pieniądze jest to wręcz chore, że jakikolwiek producent był w stanie zaoferować tak kompletny i przyjemny w użytkowaniu sprzęt. Doskonała robota MCHOSE i oby tak dalej!
Postscriptum
Dziękuję Wam wszystkim za śledzenie mojego bloga, czytanie recenzji i nawet zaglądanie na moje transmisje na żywo na Twitchu. Żeby zbudować trochę lepszą więź pomiędzy mną, a czytelnikami, postanowiłem założyć serwer Discord przeznaczony głównie do dzielenia się opiniami o artykułach, proponowania tematów, informowania o nowych publikacjach i po prostu rozmawiania o klawiaturach. Wiem, że jest w Polsce kilka serwerów o takiej tematyce, ale chciałbym żeby moja społeczność miała jakieś dedykowane miejsce, w którym może bez problemów dostać notyfikację o nowo opublikowanej recenzji i prędko napisać o niej kilka słów krytyki. Jeśli więc chcielibyście dołączyć, to link pozostawiam w tym odnośniku. Dzięki!
Wpadłem też na pomysł zrobienia Q&A, w którym możecie mi zadać pytania na wszelkie tematy – zarówno o klawiaturach, jak i o czymkolwiek innym, kompletnie niezwiązanym z tematem tych urządzeń peryferyjnych. Miejsce do pytań zostało wyznaczone na podlinkowanym wyżej serwerze Discord, ale jeśli zadacie mi je w komentarzach pod artykułem to też na nie odpowiem 🙂